Przed przybyciem Trumpa do Davos uwaga mediów skupiała się na jego roszczeniach do Grenlandii oraz wywołanym nimi kryzysie w relacjach transatlantyckich. Trump wstrząsnął Europą, zapowiadając nałożenie ceł na towary z ośmiu państw za sprzeciw wobec planów przejęcia wyspy.
Ambicje pozyskania autonomicznego terytorium Danii były głównym wątkiem środowego przemówienia Trumpa na WEF. Prezydent USA po raz pierwszy wykluczył w nim jednak możliwość użycia siły.
Kilka godzin później, po spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, wycofał się z zapowiadanych ceł. Oświadczył, że opracowano "ramy przyszłego porozumienia" dotyczącego Grenlandii. Zaznaczył, że USA otrzymają wszystko, czego chciały, a umowa będzie "długoterminowa".
Nie jest jasne, co zawiera ramowe porozumienie, ani jaka była rola szefa NATO w negocjacjach. Zmiana postawy prezydenta USA jest jednak dyplomatycznym zwycięstwem Ruttego i ugruntowuje jego reputację jako "zaklinacza Trumpa" - oceniła agencja Reutera.
Szef NATO zapewnił, że w rozmowie nie poruszono kwestii suwerenności Grenlandii ani wydobycia minerałów o krytycznym znaczeniu. Według nieoficjalnych informacji kompromis może zakładać m.in. przekazanie USA kontroli nad terenami pod bazy wojskowe na Grenlandii.
Nie wiadomo, czy negocjacje doprowadzą do zawarcia porozumienia z Danią i Grenlandią. Deklaracja Trumpa "zdaje się przynajmniej tymczasowo łagodzić wywołany przez USA kryzys transatlantycki dotyczący duńskiego terytorium" - ocenił dziennik "New York Times".
Wbrew obawom części komentatorów spór o Grenlandię nie zepchnął całkowicie z agendy kwestii zakończenia wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Specjalny wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff, który spotkał się w Davos z delegacjami z Ukrainy i Rosji, ocenił, że w negocjacjach osiągnięto "znaczny postęp".
W kuluarach WEF doszło również do spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Trumpem. Prezydent Ukrainy ocenił rozmowę jako "dobrą, owocną i merytoryczną". Dodał, że osiągnięto porozumienie w sprawie amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa w razie zawarcia pokoju z Rosją.
Zełenski ogłosił też, że w piątek i sobotę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich odbędą się trójstronne rozmowy delegacji z USA, Ukrainy i Rosji na temat zakończenia wojny. Zaznaczył, że wciąż nierozwiązane są kwestie terytorialne.
Podczas WEF Trump zainaugurował Radę Pokoju, która według zapowiedzi ma nadzorować tymczasowe władze Strefy Gazy, a potencjalnie także rozwiązywać konflikty na całym świecie. Na scenie towarzyszyli mu przywódcy i przedstawiciele 19 państw, w tym Argentyny, Bułgarii, Turcji i Węgier.
Według amerykańskiego przywódcy wiele innych krajów chce dołączyć do Rady. W drodze powrotnej z Davos Trump przekazał dziennikarzom, że prezydent RP Karol Nawrocki i premier Włoch Giorgia Meloni powiedzieli mu, iż chcieliby podpisać dokument dotyczący tego gremium, ale potrzebują zgody krajowych parlamentów.
Trump, który będzie przewodniczącym Rady, zaprosił do niej dziesiątki przywódców państw, w tym Rosji, Białorusi i Chin. Jak dotąd akcesji nie potwierdził żaden ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ poza USA. Propozycję odrzuciła część tradycyjnych sojuszników Waszyngtonu. Rząd Wielkiej Brytanii uzasadnił to obecnością Rosji w gremium. Francja i Norwegia kwestionowały zgodność Rady z systemem ONZ.
Wątpliwości wzbudzają też potencjalne, szerokie kompetencje powołanego przez Trumpa organu, wykraczające poza Strefę Gazy, a także opłata w wysokości miliarda dolarów za stałe członkostwo - podała stacja CNN.(PAP)
wia/ piu/








