Jezus, wycofując się do rodzinnej Galilei, nie szuka schronienia wśród krewnych, ale „opuszcza Nazaret”, przechodząc na drugą stronę Jeziora Tyberiadzkiego, do dawnych ziem Zabulona i Neftalego, na peryferie życia, gdzie inauguruje swą misję.
Jezus, wycofując się do rodzinnej Galilei, nie szuka schronienia wśród krewnych, ale „opuszcza Nazaret”, przechodząc na drugą stronę Jeziora Tyberiadzkiego, do dawnych ziem Zabulona i Neftalego, na peryferie życia, gdzie inauguruje swą misję. Opuszczenie Nazaretu jest dla niego ważnym momentem inicjacji w dojrzałe człowieczeństwo, momentem „odcięcia pępowiny”. Człowiek musi odciąć się od afektu matki i ojca, by udzielić odpowiedzi na swe osobiste powołanie. Jakże by mógł zażądać od swych późniejszych apostołów, by dla Niego opuścili sieci, łodzie i rodziców, skoro sam nie okazałby się zdolny do opuszczenia Nazaretu? Wielu mężczyzn i wiele kobiet poddaje swe uczucie niekończącemu się dojrzewaniu, po którym nie następuje żadna dojrzałość. Rezultatem tego są nadmierne oczekiwania, niezdolność do stawienia czoła trudnościom i rozczarowaniom. Każdy człowiek, by nie skazać się na wieczny infantylizm, potrzebuje zaakceptować warunki dojrzewania, przejścia od dzieciństwa do dorosłości. Każdy z nas w jakimś stopniu przechodził ów pełen zamętu okres życia, w którym nie jesteśmy już tym, kim byliśmy, a zarazem nie jesteśmy jeszcze tym, kim mamy się stać. I niestety wielu decyduje się na pozostanie więźniem własnego Nazaretu, trzymając się kurczowo innych ludzi i uzależniając od ich akceptacji. Co piąty młody Polak nie wierzy, że zdoła się usamodzielnić, i ma na to coraz mniejszą ochotę. 44 proc. osób w wieku od 25 do 34 lat mieszka z rodzicami. Co jest tego przyczyną? Wygoda, zawsze pełna lodówka, poczucie więzi, spokój i porządek, problem z zarządzaniem własnym budżetem, brak dodatkowych kosztów, które trzeba ponosić po usamodzielnieniu się… W psalmie napisano: „Jak strzały w ręku mocarza, takimi są synowie młodości” (127,4). Wcześniej czy później strzały opuszczą kołczan i zostaną „wypuszczone” w życie.
Jezus, kładąc podwaliny pod naukę o małżeństwie i rodzinie, powiedział; „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19,5-6). Papież Jan Paweł II w katechezach poświęconych teologii ciała mówił o niebezpieczeństwie cudzołóstwa, jakiego mogą małżonkowie dopuszczać się w swoim związku. Poza dawną sympatią lub przelotnym romansem z innym partnerem wymienił także mamę lub ojca, których młody małżonek nie potrafi „opuścić”, aby wypłynąć na głębokie wody swego powołania. Pewna młoda kobieta wyznała: „W początkowym okresie małżeństwa chcieliśmy dużo przebywać ze sobą. Niestety, matka nie rozumiała tego. Zamiast zostawić nas w spokoju i zaczekać, aż my ją odwiedzimy, ciągle do nas przychodziła”. Stosunki pogorszyły się jeszcze bardziej, gdy młoda para postanowiła się wyprowadzić. Matka i córka zapałały do siebie wyraźną niechęcią. „Gdzie jest napisane, że z chwilą wyjścia za mąż jest się zwolnionym od obowiązku czczenia ojca i matki? Czy cię kiedyś zawiodłam?” – powiedziała do córki rozgoryczona matka. Jezus jako prawdziwy człowiek przechodzi przez bramę dorosłości, wyrzekając się zabezpieczenia w postaci swego małego Nazaretu, potem zaś jako prawdziwy Syn Boży będzie uczył swoich naśladowców, że należy wyrzekać się wszystkiego, co się posiada, by móc doświadczyć wolności świadomego rzucenia się w ręce dobrego i wszechpotężnego Boga.
Ks. Robert Skrzypczak Ewangelia z komentarzem