Teraz już rozumiem tego Nobla: jeśli dajemy katolikowi, to liberalnemu.
Kiedy wkrótce po Noblu (2023) zaczęła się ukazywać jego „Septologia”, wielu było nią zachwyconych, w tym ja. Może poza zawodowymi ateistami, dla których katolicyzm autora okazał się przeszkodą nie do pokonania (np. Kingę Dunin najbardziej w powieści odpycha obecność wiary i jej form). Niezwykły, głębinowy sposób wiązania sztuki z wiarą (na poziomie teorii i fabuły), Różaniec jako integralny element tej prozy, nierozerwalny splot prawdy życia, miłości i katolicyzmu, eksperymentalna forma literacka (dla mnie bardzo ciekawa). Aż dziw, że Nobel… Czyżby coś drgnęło w duszach tych, którzy rozdzielają bilety do Parnasu?
Wprawdzie w 6. i 7. tomie zaczęły się zapalać ostrzegawcze lampki (Bóg jest niczym, Bóg staje się w duszy, zło i dobro stają się jednością w królestwie Bożym, bez człowieka nie byłoby Boga, modlitwa w pewnym sensie oddala od Boga itp., czyli eckhartyzm w stanie czystym), ale ciągle wartości tej prozy sprawiały, że mój zachwyt nie słabł.
Atoli jesienią 2025 r. ukazała się po polsku rozmowa Eskila Skjeldala z Jonem Fosse („Misterium wiary”, tł. I. Zimnicka, WAM), kubeł zimnej wody na rozgrzaną Noblem moją katolicką głowę. Owszem, trafiają się perełki: o krzyżu, o modlitwie, o pokorze, o ciszy, o katolicyzmie jako czołowej dziś kontrkulturze.
Ale jednak… Kilkanaście razy pozytywnie o gnozie (śmiertelnym wrogu chrześcijaństwa wszystkich epok). Bultmann (!) jako główny autorytet w czytaniu Biblii. Komunia dla wszystkich, bez pytania o stan łaski uświęcającej i wyznanie. Homoseksualizm – czemu nie. Dobry jak każda miłość. Odmawianie Komunii homoseksualistom żyjącym w stałych związkach – paskudny grzech. „Kościół szkodzi swojej duszy, utrudniając życie tym, którym ułożyło się ono tak, a nie inaczej”(!). Współżycie przed ślubem – jak najbardziej. Święcenia dla kobiet. Aborcja? Sumienie, indywidualne podejście, kto jest bez grzechu… Buddyzm tak samo dobry jak chrześcijaństwo. Sztuka i dogmaty to przeciwieństwo (nic bardziej nie mogło mnie zelektryzować). W ogóle dogmaty raczej nie. Marksizm, socjalizm, komunizm, anarchia – tak, jasne. Sumienie przeciwstawione nauce Kościoła. Misje? Trochę tak, ale raczej nie. Bo tylko Chrystus jako droga, prawda, życie? Ale czy to są na pewno Jego własne słowa? Chrzest dzieci? Nie. Teologia powinna milczeć, jedyna droga do Boga jest apofatyczna.
Określa się jako liberalny socjalista i liberalny katolik. Skąd znamy to połączenie?
I jak to się wszystko ma do oczywistej tezy, którą z nagła wypowiada: „przez uleganie duchowi czasów Kościoły protestanckie same się zatraciły” – nie wiadomo.
Tezy głębokie w połączeniu z dawką poglądów nie do pogodzenia z katolicyzmem będą pchały niejednego czytelnika w stronę liberalnego katolicyzmu. Bo jeśli ten gość jest tak głęboki w kwestiach rozumienia życia, sztuki, duchowości (a jest, bez wątpienia), to zapewne i ta wersja neokatolicyzmu, po stronie której się opowiada, jest dobra, a na pewno jest dla głębokich (jak ja, przecież…). Niby to wszystko skromne (a może nie niby, tylko prawdziwie), ale wiele ze swoich heretyckich tez wygłasza Fosse z wyraźnym tupetem, czasem drwiąc ze stanowiska przeciwnego. Teraz już rozumiem tego Nobla: jeśli dajemy katolikowi, to liberalnemu.
Wyjaśnia: „nie mogę myśleć inaczej, niż myślę”. Nieprawda. Nie tylko może Pan myśleć inaczej niż Pan myśli, ale powinien Pan myśleć inaczej. Oczywiście pod warunkiem, że chce Pan być naprawdę rzymskim katolikiem. Właśnie do tego zachęca arcykatolickie słowo metanoia – zmiana myślenia, nawrócenie.