Czy to ostatnie tygodnie władzy ajatollahów w Iranie? Z pewnością obecne protesty w kraju i sytuacja międzynarodowa sprzyjają takiemu scenariuszowi bardziej niż do tej pory.
Po pierwsze, nigdy wcześniej władza ajatollahów nie szykowała się tak mocno do ewakuacji. Dziś już wiemy, że rosyjskie samoloty od dłuższego czasu wywożą złoto zgromadzone przez ludzi związanych z reżimem, a Najwyższy Przywódca Ali Chamenei wraz z rodziną i najbliższymi współpracownikami jest gotowy na ewakuację i schronienie się w Moskwie. Po drugie, skala protestów objęła tak wiele miejscowości, jak nigdy wcześniej, w tym również – co istotne – drugie co do wielkości miasto, czyli Meszhed, liczące prawie 3 mln mieszkańców, z którego wywodzi się Chamenei. Po trzecie, ze Stanów Zjednoczonych płyną jednoznaczne groźby Donalda Trumpa, że jest gotowy użyć siły, by obalić rządy ajatollahów, a deklaracje Izraela świadczą o wyjątkowej determinacji, by tym razem pozbyć się swojego największego w regionie wroga. I właściwie ostatniego tak potężnego wroga. Bo arabscy sąsiedzi – w tym również dawni wrogowie Izraela – od dłuższego czasu okazują się pragmatycznymi partnerami w relacjach z państwem żydowskim.
Ale być może najbardziej znaczącym sygnałem szykowanej zmiany władzy w Iranie jest coś, co trochę umknęło światowym mediom, a wydaje się bardzo czytelne: do udziału w styczniowym Jerusalem Prayer Breakfast w prywatnej rezydencji Trumpa na Florydzie został zaproszony niejaki… książę Cyrus Reza Pahlavi. Brzmi znajomo? Tak jest – to najstarszy syn ostatniego szacha Iranu, Mohammada Rezy Pahlaviego, obalonego przez islamską rewolucję w 1979 roku. Zresztą sami Irańczycy mieszkający w USA nie ukrywają, że liczą na to, iż potomek szacha obejmie władzę w Teheranie z pomocą Stanów Zjednoczonych. Niezależnie od oceny moralnej takiej ewentualnej „operacji” można chyba założyć, że jej efekty byłyby nieco inne niż atak na Irak w 2003 roku – prawdopodobnie w Iranie nie doszłoby do wojny domowej, która przez lata wykrwawiała Irak i której skutki rozlały się na inne kraje. Przestrzegałbym jednak przed nadmiernym optymizmem. Bo nawet jeśli obalenie ajatollahów okaże się „chirurgicznym zabiegiem”, a kraj nie pogrąży się w wojnie domowej, to bynajmniej nie oznacza, że w Iranie automatycznie nastaną czasy demokracji i poszanowania praw wszystkich obywateli. Pahlavi nie ukrywa, że jego celem jest przywrócenie monarchii, co w tamtych warunkach raczej trudno będzie zrealizować w formacie monarchii konstytucyjnej.
Jacek Dziedzina
W „Gościu” od 2006 roku. Z wykształcenia socjolog. Twórca i redaktor naczelny magazynu popularnonaukowego „Historia Kościoła”. Kierownik Działu „Świat” w GN. Wcześniej odpowiedzialny m.in. za rozwój portalu gosc.pl. Autor kilku tysięcy artykułów, w tym reportaży z całego świata, wywiadów i analiz. Specjalizuje się w tematyce międzynarodowej i sprawach związanych z nową ewangelizacją i życiem Kościoła. Członek Zarządu Alpha Polska. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii „Publicystyka”. Wydawca, producent i autor książek.