Gdy dwóch ojców bomb jądrowych – Robert Oppenheimer, szef projektu Manhattan, genialny amerykański fizyk, oraz, po drugiej stronie żelaznej kurtyny, w ZSRR, Andriej Dmitrijewicz Sacharow – zobaczyło destrukcyjne efekty swojej pracy, diametralnie odmieniło podejście do wroga, wojny i świata. I jednego, i drugiego wyrzucono z pracy i – w różnym stopniu – prześladowano.
Gdy w 1949 roku Rosjanie zdetonowali bombę nuklearną RDS-1, wyścig zbrojeń wkroczył na zupełnie inny poziom. Zachód zamarł, bo nie spodziewał się, że zrujnowany i pogrążony w nędzy Związek Radziecki tak szybko wybuduje swoją pierwszą bombę jądrową. Nie było wyjścia, trzeba było wrzucić kolejny bieg, czyli bombę termojądrową. Jeszcze potężniejszą. Szef amerykańskiego projektu Manhattan, tego, który przyniósł światu bomby jądrowe zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki, Robert Oppenheimer, był temu przeciwny. Uważał, że tak potężna broń w rękach nieodpowiedzialnych ludzi jest zagrożeniem dla ludzkości. Ale te słowa w obliczu potencjalnej III wojny światowej brzmiały niemal jak zdrada. Mimo różnych represji Oppenheimer nie zmienił zdania. Po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny, w ZSRR, bomby budował Andriej Sacharow, jeden z najwybitniejszych fizyków teoretyków XX wieku. Oglądając coraz potężniejsze wybuchy na poligonach dalekiej Północy, zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że próby jądrowe w atmosferze to śmiertelne niebezpieczeństwo i degradacja miejsc, na które sypie się radioaktywny opad. Podobnie jak Oppenheimer uważał, że eskalacja zbrojeń to droga donikąd. Narażając nie tylko swoją pozycję, ale i życie, namawiał, protestował i przekonywał. Za głoszenie swoich poglądów został wyrzucony z pracy, odsunięty od tajemnic państwowych, był inwigilowany, a wreszcie został aresztowany i na wiele lat osadzony w obozie. Gdy za swoją działalność w 1975 roku otrzymał Pokojową Nagroda Nobla, odebrała ją jego żona, bo Sacharow siedział wtedy w areszcie domowym.
Oppenheimer i Sacharow nigdy osobiście się nie spotkali. Szczyt naukowej aktywności Sacharowa przypadał na czas, kiedy ojciec amerykańskiej bomby jądrowej był już na bocznym torze i prowadził jedynie ograniczoną działalność naukową. Z kolei wtedy gdy na boczny tor wysłano Sacharowa, Oppenheimer umierał na raka w New Jersey. A gdyby się spotkali, ciekawe, co by sobie powiedzieli. Może to, że nie jest wstydem zmienić zdanie i przyznać się do błędu? A może, że wolność głoszenia swoich poglądów jest warta utraty pracy, znajomych, a nawet ograniczenia wolności? To mogłaby być fascynująca rozmowa.
Hiroshima
unsplash
Tomasz Rożek
Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Założyciel i prezes Fundacji Nauka To Lubię. Autor wielu książek o tematyce popularnonaukowej. Obecnie stały współpracownik „Gościa Niedzielnego”.