Przez żołądek do serca - tak to działa. Na kursie „Alpha” ludzie widzą Kościół… od kuchni. I przekonują się, jak smakuje żywa wiara. Przychodzą jedzą, rozmawiają i oglądają telewizję lub słuchają konferencji i w pewnym momencie… budzą się jako chrześcijanie. Przekonują się, że Duch naprawdę ożywia Kościół.
W ubiegłym roku w Polsce zorganizowano aż 987 Kursów Alpha (to o jedną trzecią więcej niż w 2024 roku). Uczestniczyło w nich 30 569 uczestników. A mowa tylko o kursach zgłoszonych do centrali, bo wiele wspólnot czy parafii organizuje je wciąż na własną rękę, nie zgłaszając ich oficjalnie do Krajowego Biura Alpha. Zorganizowano też 26 edycji w 20 zakładach karnych, 125 edycji online i 3 edycje Alpha w miejscu pracy. Prowadzono też kursy dla osób w kryzysie bezdomności, dla młodych (w wielu diecezjach funkcjonuje to jako kurs przygotowawczy do bierzmowania) i kursy dla mam i rodzin (z opieką nad dziećmi).
Coraz popularniejsze kursy Alpha rozprzestrzeniają się między Odra a Bugiem w szybkim tempie. Wielu mówi, że są najskuteczniejszym narzędziem ewangelizacji. Ludzie, którzy jeszcze niedawno z „pewną taką nieśmiałością” słuchali opowieści o Jezusie, dziś sami organizują kursy i zapraszają swoich znajomych. „Zaletą kursu Alpha jest koncentracja na kerygmacie, przepowiadaniu – nie ma wątpliwości kard o. Raniero Cantalamessa – W pierwotnym Kościele było wyraźne rozgraniczenie między kerygmatem a katechezą. Kerygmat był zawsze na początku drogi wiary. Dlatego też kurs ten nie nazywa się Alpha i Omega. Bo to tylko początek”.








