O ludobójstwie w Tigraju oraz znaczeniu prawdy w procesie pojednania mówi bp Abune Tesfaselassie Medhin.
Tomasz Gołąb: W Polsce niewiele wiemy o Etiopii. Czy mógłby Ksiądz Biskup przybliżyć tło wojny, która toczyła się tam przez ostatnich kilka lat?
bp Abune Tesfaselassie Medhin: Etiopia to kraj o niezwykłej historii, sięgającej czasów biblijnych. Chrześcijaństwo dotarło do nas formalnie już w III lub IV wieku, za sprawą chrztu etiopskiego eunucha przez apostoła Filipa, o czym czytamy w Dziejach Apostolskich. Mamy własny alfabet i kulturę, a wśród jej badaczy są także Polacy. Co ważne, jeszcze pięć lat temu Etiopia była zaliczana do dziesięciu najszybciej rozwijających się gospodarek świata. Niestety, wtedy powstał nowy rząd, który dążył do zniesienia systemu federalnego i przejęcia pełnej kontroli. Tigraj, który był dobrze zorganizowany politycznie, stał się celem. Użyto pretekstu – rzekomego ataku Tigrajczyków na koszary wojskowe – aby wzbudzić nienawiść, a następnie zaprosić obce siły: Erytreę, bojówki somalijskie, a nawet drony ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Nałożono całkowitą blokadę na cały region zamieszkiwany przez 7 mln osób i rozpoczęto wojnę.
Jaką skalę przybrał ten konflikt?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł