Jutrznie nawiązują do historii pastuszków, którzy zauważyli na polach betlejemskich jasność, gdy urodził się Jezus. Współcześnie odprawiane są tylko na Śląsku Cieszyńskim, gdzie mieszka ponad połowa polskich luteranów.
Podczas nabożeństw o świcie witano Chrystusa między innymi w podbielskim Jaworzu, w cieszyńskim kościele Jezusowym, największej świątyni luterańskiej w Polsce, a także w kościele w Wiśle, gdzie ewangelicy stanowią większość mieszkańców. Liturgia miała podniosły charakter. Wierni wysłuchali proroctw starotestamentowych z Ksiąg Izajasza i Micheasza oraz fragmentów Ewangelii św. Łukasza lub św. Mateusza. Świątynie wypełniły kolędy.
Historyk Maciej Oczkowski, emerytowany dyrektor Muzeum Beskidzkiego w Wiśle, powiedział PAP, że jutrznie "prawdopodobnie były odprawiane od czasów reformacji". - Potem, w czasach kontrreformacji nie były kontynuowane, bo trudno było je urządzać w lesie. Prawdopodobnie, gdy zbudowano kościół Jezusowy w Cieszynie i władza austriacka wydała zgodę na publiczne nabożeństwa (w 1781 roku wydany został przez cesarza Austrii Józefa II tak zwany Patent Tolerancyjny, który kończył w tym państwie kontrreformację - PAP), to ponownie je odprawiano - oznajmił.
Oczkowski podkreślił, że udział w jutrzniach był dla wiernych bardzo istotny, czy to ze względów religijnych, czy też z poczucia jedności. - Rozmawiałem z panem Janem Kiszą z Ligotki Kameralnej (na Zaolziu - PAP). Opowiadał, że ludzie wychodzili na nabożeństwo w nocy. Mieli ze sobą jakieś światło, bywało, że pochodnie. Szli leśną ścieżką, która prowadziła na skróty przez góry do kościoła w Ligotce. Wspominał, że ścieżka prowadząca do kościoła miała specjalną nazwę: godowa ścieżka, bo gody to święta Bożego Narodzenia. Z daleka widać było jak szły niewielkie grupy, które potem łączyły się, tworząc rzekę światła. To było uroczyste nabożeństwo - opowiadał.
W Wiśle zachowało się wspomnienie z czasów, gdy nie było jeszcze elektryczności. W kościele, w wielkim oknie za ołtarzem, stał duży świecznik w kształcie krzyża. To był drogowskaz, jak trafić do świątyni.
Maciej Oczkowski powiedział, że na jutrznię każda rodzina przynosiła świecę. - Były woskowe, dzięki czemu pięknie pachniało w kościele - dodał.
Historyk opowiedział, że przed II wojną wśród wiślańskiej młodzieży był zwyczaj, że po skończonej jutrzni zaczynały się wyścigi, kto pierwszy wybiegnie z kościoła. - Młodzi siedzieli na gankach bocznych. Po ostatniej kolędzie słychać było tupot na drewnianych schodach, gdy zbiegali. Mówiono, że kto pierwszy dobiegnie do domu, to będzie najbardziej pracowity w roku. Chodziło jednak o coś jeszcze: byli zmarznięci i głodni, a w piekarniku były jelita wypełnione farszem ziemniaczanym z dodatkami, zapiekane na gorąco. Najszybszy mógł pierwszy zjeść - powiedział.
Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce należy do rodziny Kościołów zrzeszonych w Światowej Federacji Luterańskiej. Liczy około 60 tys. wiernych. Ponad połowa polski luteranów mieszka na Śląsku Cieszyńskim.








