Po wigilijnej kolacji ktoś dyskretnie odkłada łuskę karpia do portfela, ktoś inny przypomina, żeby nie sprzątać stołu do rana, bo „tak się nie robi”, a liczba potraw musi się zgadzać – najlepiej dwanaście. Często nie wiemy już, skąd to wszystko się wzięło. Robimy tak, bo „zawsze się robiło” albo „bo tak było u babci”. Ale czy te gesty są jeszcze zwykłą tradycją, czy już przesądem? I wreszcie: czy chrześcijanin powinien je praktykować?
Zwyczaj a przesąd – różnica kluczowa
– Przesąd zawiera w sobie przekonanie, że dane słowo, gest lub przedmiot mają w sobie jakąś nieludzką, magiczną siłę, która automatycznie zadziała – tłumaczy bp Maciej Małyga. To zasadnicza różnica. Dany zwyczaj sam w sobie nie musi być problemem. Przesądem staje się wtedy, gdy przypisujemy mu sprawczą moc: że coś się wydarzy dlatego, że wykonaliśmy konkretny gest. Wtedy przestaje być elementem kultury czy rodzinnej tradycji, a staje się częścią magii.
– Problem zaczyna się tam, gdzie dany symbol przestaje być znakiem, czyli rodzajem przypomnienia lub zachęty, a zaczyna być traktowany jako skuteczne narzędzie wpływania na życie własne lub innych – mówi ksiądz biskup.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








