Magdalena Dobrzyniak: Czy według ciebie wzorcem męskości dla wierzących mężczyzn może być Jezus?
Tomasz Franc OP: W ten sposób mówi o Nim wielu autorów – szczególnie z protestanckim podejściem do Pisma Świętego i do osoby Jezusa – podkreślających Jego męskie cechy. Jest to oczywiście nośny obraz, ale myślę, że jednak takie myślenie prowadzi do pewnego rodzaju „spłaszczania” osoby Jezusa, jakiejś redukcji. Trochę tak, jakbyśmy nie rozumieli, że Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Myślenie o tym, że Jezus jest wzorem mężczyzny, jest pociągające, ale sądzę, że przede wszystkim jest On wzorem człowieka, w którym widzimy pełni męskości, ale też – jakkolwiek by to nie zabrzmiało kontrowersyjnie – pełnię kobiecości. W kontekście pełni człowieczeństwa.
Wierzący mężczyźni jednak szukają wzorców, ale też potrzebują w tych poszukiwaniach wsparcia. Widzimy to w obfitości ruchów typu Wojownicy Maryi, Rycerze Chrystusa, Rycerze Jana Pawła II. Przypominają one trochę grupy rekonstrukcyjne, z tymi mieczami, pelerynami, całą symboliką. Do czego cały ten sztafaż jest potrzebny mężczyznom?
Popularność tych grup jest stosunkowo świeżą historią. Nie ujmując niczego członkom tych wspólnot, można by się zastanowić, czy ich popularność nie bierze się po trosze z tego, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu widok grupy chłopców goniących po podwórkach z patykami udającymi karabin był czymś powszechnym i społecznie akceptowalnym. Dziś ulegamy presji źle rozumianej psychologii, która ostrzega, że takie zabawy wzmacniają u chłopców agresywność, że trzeba temperować takie zachowania. Im bardziej jednak je temperujemy, tym częściej później widzimy dorosłych już mężczyzn poszukujących grup rekonstrukcyjnych, które przede wszystkim rekonstruują im męskość. Dają im fasadę w postaci uniformu, munduru, dają im poczucie przynależności do struktury kojarzącej się z okiełznaniem siły, agresywności, którą naturalnie w sobie noszą. Każdy mężczyzna powinien nauczyć się oswajać w sobie siłę. Te grupy, także te męskie wspólnoty, dają taką możliwość, pomagają ją wyrazić w sposób twórczy, również duchowo, a nie niszczący. Myślę, że ich popularność bierze się z tego, że są jakąś odpowiedzią na wcześniejszy społeczny brak przepracowania świadomości tego, czym jest siła najpierw w małym chłopcu, potem w nastolatku, wreszcie w mężczyźnie. Sam dobrze pamiętam, jak biegałem z karabinem z kolegami po podwórkach, jak mieliśmy wojny podwórkowe. Dzisiaj dzieci i młodzież są tego pozbawione. Niestety w ten sposób tracą też możliwość próbowania swojego męskiego świata z rówieśnikami. Używamy określenia „grupy rekonstrukcyjne” w innym niż zwyczajowe znaczeniu, bo nie chodzi tu o rekonstrukcję wydarzeń historycznych, ale o rekonstrukcję braków, niemożności wypływającej z tej kultury wychowania, w której męskość jest dosyć mocno represjonowana. Nie waham się tego powiedzieć. Podczas gdy kobiecość i dziewczęcość jest wzmacniana u dziewczynek, męskość u chłopców jest represjonowana. Chłopiec powinien być jak dziewczynka. I jeszcze, dodajmy, do tego przez niektóre „nowoczesne” środowiska ubierany w sukienki, żeby mógł poczuć to, jak się jest dziewczynką.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








