Technologia, którą stworzyliśmy, daje nam poczucie bycia władcami Ziemi. To nieporozumienie.
Na ziemskiej orbicie krąży i „pracuje” kilkanaście tysięcy satelitów. Tysiące samolotów z setkami pasażerów na pokładzie każdego dnia przekracza oceany, łącząc kontynenty. Pod mikroskopem oglądamy wirusy, zbyt małe, by w ogóle można je nazywać organizmami żywymi, a dzięki wyszukanym urządzeniom możemy sprawdzić, co dzieje się we wnętrzu jądra atomowego. Potrafimy stworzyć „inteligentne” algorytmy, a te mogą nam pomóc w tworzeniu leków na choroby dotąd nieuleczalne. Czy jesteśmy wszechmogący? Technologia daje nam poczucie panowania nad wszystkim. Ale to nieprawda. Dobrze zdawać sobie z tego sprawę, zanim zderzymy się ze ścianą.
Poziom Bałtyku oraz jego sztormowość rośnie tak szybko, że w najbliższych dziesięcioleciach Hel stanie się wyspą. Możemy tego uniknąć, ale tylko dlatego, że obszar, który musimy w sztuczny sposób utrzymać, jest stosunkowo niewielki. Gdy będziemy usypywać wały i budować wrota sztormowe, by ochronić gdańską starówkę, zaleje nam Żuławy Wiślane. To za duży obszar, by go uchronić. Jesteśmy na to za słabi.
Chiny od końca lat 70. XX wieku prowadziły ambitne programy ekologiczne, których celem było zatrzymanie rozprzestrzeniania się terenów pustynnych. Przeznaczano ogromne pieniądze na zalesianie. Dzisiaj, po wielu dekadach, okazuje się, że skutki tych programów są opłakane i to w stopniu, którego nikt chyba nawet nie przewidział. Intensywne zalesianie zwiększyło wyparowywanie wody przez rośliny. Wilgotne powietrze przenoszone prądami atmosferycznymi powoduje niepożądany wzrost opadów na Płaskowyżu Tybetańskim oraz susze na wschodnich i północnych obszarach kraju, na obszarach zamieszkiwanych przez prawie 50 proc. chińskiej populacji i zawierających 60 proc. gruntów ornych Państwa Środka.
Mamy technologie, które rozwiązują wiele problemów, ale nie mamy technologii, które rozwiązują wszystkie problemy. Pewnie nigdy takich mieć nie będziemy. Rozwój przesuwa granicę pomiędzy tym, co potrafimy, a tym, co jest poza naszym zasięgiem. Ale też sam rozwój jest źródłem wyzwań, których w przeszłości nie było. Innymi słowy, czasami bohatersko mierzymy się z tym, czego sami jesteśmy źródłem. Tak jest chociażby ze zmianami klimatu i jego skutkami. Nie ze wszystkimi sobie poradzimy i dobrze sobie z tego zdawać sprawę, chociażby po to, by wiedzieć, z czym się pogodzić i co odpuścić. Na przykład Żuławy Wiślane.
Tomasz Rożek
Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Założyciel i prezes Fundacji Nauka To Lubię. Autor wielu książek o tematyce popularnonaukowej. Obecnie stały współpracownik „Gościa Niedzielnego”.