Tytuł do pokory

O cześć Maryi dba się razem z Kościołem, nigdy przeciw niemu.

Matka Boża nie chce dziś, żebyśmy nazywali Ją „Współodkupicielką”. Skąd to wiem? Bo jest pokorna i posłuszna Kościołowi. Zawsze była i będzie, bo Jezus władzę związywania i rozwiązywania dał Piotrowi i apostołom z nim złączonym. Maryja powiedziała: „Zróbcie wszystko, co mój Syn wam powie”. A co Jezus mówi pod adresem apostołów? „Kto was słucha, Mnie słucha”.

Nie ma żadnego alternatywnego ośrodka decyzyjnego w Kościele. Jeśli więc Dykasteria Nauki Wiary wydaje notę, zaaprobowaną przez papieża, w której precyzuje, jakich tytułów należy używać w odniesieniu do Matki Bożej, a jakich nie należy, to sprawa jest jasna: katolik powinien się do tego dostosować. Więcej – powinien wiedzieć, że robienie w tej mierze po swojemu, choćby z motywacją „ratowania wiary”, ani Bogu chwały nie przynosi, ani człowiekowi błogosławieństwa. Maryja nigdy nie wystąpiła przeciw uprawnionym pasterzom Kościoła, w żadnym uznanym objawieniu nie nawoływała do choćby małego sprzeciwu wobec decyzji Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.

Wśród argumentów „w obronie Maryi” słyszałem, że kult Miłosierdzia Bożego był przez Kościół w pewnym okresie zakazany. Owszem, był. Sama św. Faustyna zapowiedziała to w „Dzienniczku”, ale nie kazała się buntować. Wiedziała, że Bóg nie wymaga sukcesów, tylko wierności. Kiedyś Jezus powiedział do niej: „Te trudności, które cię tak boleśnie dotykają, są potrzebne dla twojego uświęcenia i dla wykazania, że dzieło to Moim jest”. Ano właśnie – skoro coś jest dziełem Bożym, to nikt go nie zniweczy. Przeszkody tylko uwydatnią Boże autorstwo. My możemy wyluzować, bo nie odpowiadamy za efekt, tylko za posłuszeństwo. Mam robić swoje, a co z tego wyjdzie? Jeśli to Boża sprawa, to się uda. Jeśli się nie uda, to dzięki Bogu za porażkę, za lekcję pokory i za przypomnienie, że to nie ja jestem zbawicielem.

A jeśli kiedyś Kościół wypowie się inaczej? Mnie obowiązuje to, co jest dziś, dlatego nie będę używał wskazanych tytułów maryjnych. Kocham Maryję i nie chcę Jej robić przykrości.


KRÓTKO:

Kompletne fiasko

W zajęciach z edukacji zdrowotnej uczestniczy ok. 30 proc. wszystkich uprawnionych uczniów – poinformował MEN. Komplet danych ujawnił kompletną porażkę Barbary Nowackiej, dla której nowy przedmiot był projektem flagowym, odpowiadającym ideologicznym aspiracjom jej politycznego środowiska. Nawet w Wielkopolsce, w której zanotowano najniższy procent rezygnacji z EZ, na zajęcia chodzi tylko 38,59 proc. Natomiast odsetek uprawnionych uczniów, którzy chodzą na EZ na Podkarpaciu, wynosi zaledwie 17,19 proc. Teraz, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, resort edukacji będzie „analizował przyczyny” klęski. Niepotrzebnie. Barbara Nowacka już od dawna zna te przyczyny: Kościół, opozycja, polskie kołtuństwo, a nade wszystko to, że była za dobra. Ludzie to wykorzystali i dzieci wypisali. Ale skończyła się pobłażliwość – teraz będzie przymus.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak Franciszek Kucharczak Dziennikarz działu „Kościół”, teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”.

E-BOOK DLA WSZYSTKICH SUBSKRYBENTÓW

ADWENTOWA SZKOŁA MODLITWY