Boga spotykamy w sumieniu, możemy być pewni wiary chrześcijańskiej, prawda Kościoła ujawnia się w historycznym rozwoju – oto trzy lekcje nowego, bliskiego naszym czasom, Doktora Kościoła.
18.11.2025 09:54 GOSC.PL
1 XI br. św. kard. John Henry Newman został ogłoszony przez papieża Leona XIV (trzydziestym ósmym) doktorem Kościoła. Znaczy to, że Kościół uznaje nie tylko świętość jego życia, lecz także widzi w nim nauczyciela wiary. Nauczyciela, którego dzieła – ze względu na ich prawowierność, intelektualną głębię i nieprzerwaną aktualność – wciąż warto czytać. A co mnie (jako filozofa) uderza w pismach Newmana? Zwrócę tu uwagę na trzy lekcje, które wyniosłem z ich lektury i które (co podkreślają znawcy jego twórczości) mają wymiar uniwersalny. Oczywiście, myśl Newmana – bogata, wielowątkowa i wielofazowa – nie da się sprowadzić do tych „trzech lekcji”. Wydaje mi się jednak, że właśnie one są zarazem życiowo najważniejsze i filozoficznie najciekawsze.
Lekcja pierwsza: każdy człowiek może spotkać Boga we własnym sumieniu. Znaczy to, że aby uwierzyć w Boga, nie trzeba przeprowadzać jakichś skomplikowanych rozumowań ani poddawać się jakimś religijnym obrzędom. Wystarczy zastanowić się nad własnym postępowaniem – nad tym, co zrobiłem dobrze, a co źle; lub nad tym, co powinienem zrobić, a co nie. W trakcie takiego zastanawiania zauważam, że moja refleksja moralna odwołuje mnie do czegoś, co znajduje się ponad mną. Sumienie bowiem – jak powiada Newman – „nie polega na sobie samym, lecz niepewnie sięga do czegoś poza sobą i niejasno dostrzega dla swych decyzji sankcję wyższą od siebie.” Istnienie takiej sankcji sprawia, że „głos sumienia” traktujemy jako „odgłos” lub „echo” pochodzące od „najwyższego Władcy i Sędziego”. Już „dziecko wyraźnie rozumie, że jest różnica między dobrem i złem, a jeżeli popełni coś, co uważa za złe, to czuje, że obraża Kogoś, wobec Kogo jest odpowiedzialne, Kogo nie widzi, a Kto je widzi.”
Kardynał Jan Henryk Newman.
Roman Koszowski /Foto Gość
Argument z sumienia za istnieniem Boga – lub samo doświadczanie Boga w sumieniu – był poddawany krytyce. Jeden z głównych zarzutów mówi: głos sumienia nie może być „pogłosem” pochodzącym od samego Boga, gdyż głos ten jest omylny, zmienny i uwarunkowany rozmaitymi czynnikami społecznymi i psychologicznymi. Newman był świadom tego zarzutu, gdyż pisał: głos sumienia „często bierze mylnie błąd za prawdę, a jednak (…) jeżeli tego głosu się słucha, to stopniowo sumienie się oczyści, uprości i udoskonali, tak że umysły, jeśli tylko są uczciwe, będą zmierzały z biegiem czasu do jednej i tej samej prawdy, choćby nawet różne były ich punkty wyjścia.” Innymi słowy: sumienie może się mylić (więcej: może podlegać różnym wpływom), ale jest zdolne do samo-kontroli i auto-korekty. A gdy w swym sumieniu korzystam z tych zdolności, to wykraczam poza to, co mi się wydaje, co mi się chce lub co na mnie wpływa. Wykraczam, ukierunkowując się na to, co naprawdę i bezwzględnie powinienem. I coraz bardziej (choć nie zawsze wyraźnie) uświadamiam sobie, że źródłem naszych obiektywnych powinności jest „niewidzialna osobowa Potęga”, „Najwyższy Prawodawca”, który „daje dobre prawo, gdyż sam jest dobry” i który może od nas wymagać, gdyż jest naszym Stworzycielem.
Lekcja druga: możemy osiągnąć pewność wiary chrześcijańskiej, choć nie potrafimy dać na jej rzecz niezbitego formalnego dowodu; zamiast takiego dowodu wystarczy „zgromadzenie różnych prawdopodobieństw”, które na wiarę wskazują. Aby zrozumieć tę myśl Newmana, odwołajmy się do jego słynnego przykładu: „Wszyscy jesteśmy absolutnie, poza wszelką wątpliwością pewni, że Wielka Brytania jest wyspą” – ale czy dysponujemy niezbitym dowodem, że rzeczywiście tak jest? Nie. Nikt z nas przecież nie opłynął dokoła całej Wielkiej Brytanii, a mało kto z nas spotkał kogoś, kto to zrobił. Natomiast znamy wiele danych (począwszy od lekcji w szkole, a kończąc na informacjach biur podróży), które na fakt „wyspowości” Wielkiej Brytanii wskazują.
Biuro kard. Newmana w Oratorium św. Filipa Nereusza
Henryk Przondziono / Foto Gość
Oczywiście, powyższy przykład był skierowany do XIX-wiecznych Brytyjczyków, których cała „historia narodowa”, „tradycja kupiecka” i codzienność były oparte na dogmacie wyspy. (Gdy chcecie polskich przykładów, zastanówcie się choćby nad tym, że skąd się bierze Wasza pewność, że Wisła – której nie zmierzyliście – jest najdłuższą rzeką w Polsce). Nie o przykłady tu jednak chodzi, tylko o ich podobieństwo do wiary chrześcijańskiej. Newman chce nam powiedzieć, że możemy jej być pewni, choć nie dysponujemy niezbitym i formalnym dowodem. I podaje – w duchu tego, co dziś nazywa się „argumentem kumulatywnym” – całą gamę danych, które (niejako piętrząc prawdopodobieństwa) mogą łącznie przekonać kogoś o wierze. Przy czym – podkreśla Newman, różnicując argument chrześcijański od zwykłych argumentów świeckich – do chrześcijaństwa można przekonać tylko kogoś, kto rozpoznał świętość Boga w swoim sumieniu; kto przeraził się złem dziejów ludzkości; i kto – wiedziony przeczuciem naturalnej religijności – ma głęboką potrzebę znalezienia Odkupiciela. Tylko taki człowiek będzie (intelektualnie i duchowo) wrażliwy na proroctwa Starego Testamentu; na ich wypełnienie w osobie Jezusa Chrystusa; na znaczenie Jego nauczania i czynów; na zadziwiający splot dziejów judaizmu i młodego chrześcijaństwa; na uniwersalność i gwałtowny rozwój (bez użycia siły!) wspólnot chrześcijańskich pierwszych wieków; na postawę męczenników, którzy umierali za wiarę; na trwałość Kościoła, którego Założyciela (w przeciwieństwie do dawnych bohaterów) znają niemal wszyscy itp.
Lekcja trzecia: bogactwo wiary chrześcijańskiej (katolickiej) ujawnia się w dziejach Kościoła. Tak jak sumienie prowadzi nas do wiary w Boga, a religijna wrażliwość na dane historyczne może prowadzić do wiary chrześcijańskiej, tak chrześcijańskie studium dziejów dogmatyki Kościoła prowadzi (i doprowadziło Newmana w 1845 r.) do Kościoła katolickiego jako skarbnicy prawdy. Przy czym prawda ta wymagała i wymaga czasu, abyśmy mogli stopniowo odkrywać jej rozmaite aspekty i konsekwencje. „Im więcej praw ma idea do tego, aby była uważana za żywą – pisał Newman – tym bardziej rozmaite będą jej aspekty, (…) tym dłuższy i bogatszy w wyniki będzie jej rozwój.” A ideą, która najlepiej realizuje ten postulat, jest właśnie doktryna chrześcijańska.
Erudycyjnie opisując i oceniając wspomniany rozwój, Newman posłużył się siedmioma kryteriami, które odróżniają go od wypaczeń. Te kryteria to: zachowanie typu, ciągłość zasad, zdolność asymilacji, następstwo logiczne, uprzedzanie przyszłego rozwoju, stosunek zachowawczy wobec przebytego rozwoju, niewyczerpana energia (dynamiczna trwałość). Przykładowo, żaden organizm nie rozwinie się bez posiłku, ale „istnieją zwierzęta, które leżą odrętwiałe przez jakiś czas zmożone walką między obcą substancją a siłą asymilującą.” Dlatego kryterium zdolności asymilacji zastanych idei lub zwyczajów musi iść w parze (m.in.) z kryteriami zachowania typu i ciągłości zasad. Bez nich bowiem Kościół i jego doktryna straciłyby swoją tożsamość. Kościołowi katolickiemu jednak udało się, pomimo burzliwych meandrów jego dziejów, tę tożsamość zachować.
Tyle o, ujętych z mojego ograniczonego (niespecjalistycznego) punktu widzenia, trzech lekcjach Newmana. Z pewnością warto go czytać i pobierać od niego kolejne lekcje. Newman to jeden z nielicznych doktorów Kościoła epoki nowożytnej, a tym bardziej wieków – szeroko rozumianego, przeobrażającego się i jakoś wciąż trwającego – oświecenia. Treść jego myślenia była głęboko religijna i zanurzona w starożytnej tradycji chrześcijańskiej, jednak sposób tego myślenia nolens volens przypomina filozofię nowożytną, włącznie (wymieniając w kolejności lekcji) z Kantem (argument moralny), Hume’em (sceptycyzm) i Heglem (koncepcja rozwoju idei) oraz – dodatkowo – Darwinem (analogie biologiczne). Filozofia i teologia Newmana to jakby łódka, która niesiona falami swej epoki, płynęła – paradoksalnie – w przeciwnym do nich kierunku. Takie łódki są nam potrzebne, bo – choć nie da się uciec od epoki, w której się żyje – można i należy pozostać w niej sobą.
I jeszcze jedna uwaga. Zgłębianie myśli Newmana wymaga dużego wysiłku i czasu. Jest to myśl trudna, erudycyjna, podana w wyszukanym (ale czasem rozwlekłym) stylu, pełna intelektualnych gier, szczegółowych przykładów i – niekiedy dziwnych lub zagmatwanych – rozróżnień czy terminów. Pewne kwestie (jak na przykład stosunek do judaizmu) mogą być w niej różnie interpretowane, a pewne argumenty mogą nie trafiać do współczesnego czytelnika. Wszystko to sprawia, że nie każdy znajdzie czas i cierpliwość, by podążać za niuansami ogromnie bogatej twórczości Doktora. To prawda, ale nawet nie studiując dokładniej dzieł św. J.H. Newmana, możemy się z nim modlić. Zacytujmy więc na koniec jedną z jego modlitw:
„Panie Jezu, naucz mnie, jak uczyłeś Marię, bym siedział u Twoich stóp i słuchał Twego słowa. Udziel mi Twej prawdziwej mądrości, która przez modlitwę i rozmyślanie szuka Twojej woli, raczej w bezpośredniej z Tobą rozmowie niż przez czytanie i rozumowanie. Daj mi rozeznanie, bym odróżniał Twój głos od głosu obcych, bym przede wszystkim na nim polegał i szukał go, jako czegoś, co znajduje poza mną. Obym usłyszał Twoją odpowiedź w moim własnym wnętrzu, kiedy czczę Ciebie i polegam na Tobie, który znajdujesz się nade mną i poza mną.”
PS. Modlitwa ta pochodzi z tomiku „Modlitwy na każdy dzień” przetłumaczonego przez prof. Jana Kłosa – jednego z polskich „newmanologów”. Dysponujemy (m.in. za sprawą takich wybitnych tłumaczy jak prof. Witold Ostrowski i dr Zygmunt Kubiak) sporą liczbą przekładów innych książek Newmana. W przyszłym roku ukaże się numer „Roczników Filozoficznych KUL” z blokiem tematycznym (pod red. prof. Sebastiana Gałeckiego) poświęconym filozofii Newmana.
Czytaj też:
Jacek Wojtysiak
Nauczyciel akademicki, profesor filozofii, kierownik Katedry Teorii Poznania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor licznych artykułów i książek, w tym podręczników i innych tekstów popularyzujących filozofię. Stały felietonista portalu internetowego „Gościa Niedzielnego”. Z pasją debatuje o Bogu i religii z wierzącymi, poszukującymi i ateistami. Lubi wędrować po stronach Biblii i po ścieżkach Starego Gaju. Prywatnie: mąż Małgorzaty oraz ojciec Jonasza i Samuela. Ostatnio – wraz z Piotrem Sachą – opublikował książkę „Bóg na logikę. Rozmowy o wierze w zasięgu rozumu”.