Prąd zmian

Nieważne, co i jak się zmienia – ważne z Kim.

Przeczytałem kiedyś w tzw. humorze zeszytów jedną z perełek uczniowskiej twórczości: „Pan Tarej powiedział, że wszystko płynie”. Jak wiadomo, ten pan powiedział też, że niepodobna wejść dwa razy do tej samej rzeki. I faktycznie – nawet jeśli zechcesz do czegoś wrócić, to i tak będzie to już coś zupełnie innego.

Widzę, jak wiele wokół mnie już przepłynęło. Kiedyś, gapiąc się na stoisko na targu staroci, zdałem sobie sprawę, że jestem starszy od niejednego z przedmiotów tam leżących. I pomyślałem, że to nawet fajnie osobiście uczestniczyć w procesie historycznym w charakterze świadka. Pozwala to czasem na pewien dystans do współczesnych ekscytacji tym, co było kiedyś ponoć takie świetne.

Idealizacja przeszłości jest atrybutem przede wszystkim tych, którzy jej osobiście nie znali. Jedną z takich rzeczy jest obserwowana dziś w niektórych kręgach fascynacja Kościołem lat minionych, połączona z demonizowaniem Kościoła współczesnego, zwanego często „posoborowym”, tak jakby to był jakiś inny Kościół. Demonizowaniem nieraz dosłownym, bo sporo jest takich, którzy wprost twierdzą, że ostatni sobór był dziełem, hmm… nie-Bożym, że tak łagodnie powiem. Przełożyło się to na stosunek do liturgii. Znam osoby, które akceptują tylko ryt „trydencki”, twierdząc, że to, co jest teraz, jest obrazą Boską. Znam nawet takie, które stoją przed kościołem nawet na pogrzebach czy ślubach najbliższych osób i nie wchodzą do środka, żeby „nie deptać Ciała Pańskiego”, które jakoby od czasu, gdy ludzie przyjmują Komunię na rękę, leży teraz wszędzie w świątyniach.

Jakoś rozumiem ten proces myślowy: w czasach tzw. liturgii trydenckiej były pełne kościoły, więc stan obecny jest winą zaniku liturgii trydenckiej. Należy więc powrócić do tego, co było, a będzie, jak było.

Otóż nie będzie, bo „pan Tarej” przetoczył już mnóstwo wody i powrót do miejsca w rzece, z którego się wyszło, nie będzie powrotem do czasu, w którym się tam było. Poza tym ten czas wcale nie był taki wspaniały, jakim go teraz malują.

Ja mam o tyle dobrze, że mogę do tego czasu wrócić wspomnieniami. Miałem siedem lat, gdy rozpocząłem karierę ministrancką. Kilka lat wcześniej skończył się sobór. Zapamiętałem następujące w liturgii zmiany. Pamiętam, jak zmieniono wygląd prezbiterium i ołtarzem stał się stojący w centralnym miejscu stół, przy którym ksiądz, stojąc twarzą do wiernych, odprawiał Mszę. Po polsku. Pojawiła się też Msza koncelebrowana. Zmieniły się szaty kapłańskie. I tak dalej.

Nie zauważyłem natomiast, żeby ktokolwiek protestował. Na ogół zmiany były przyjmowane z przychylnością, jeśli nie z entuzjazmem. Rzec by można, że nikt nie płakał po Trydencie. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że ludzie, szczególnie w Polsce, ufali Kościołowi i nie obawiali się, że zmienione formy zewnętrzne zaszkodzą wnętrzu. Potężny autorytet prymasa Wyszyńskiego gwarantował zresztą wprowadzanie zmian zgodnie z duchem soboru, a nie zaduchem nowinkarstwa. Zapobiegło to nadinterpretacjom zmian soborowych i dyscyplinarnej, a nawet doktrynalnej partyzantce. I w Polsce zaczęło to wydawać obfite owoce. Wśród nich jednym z najdorodniejszych był ruch oazowy Światło–Życie. Ja po prawdzie wtedy, w oazie właśnie, poznałem Kościół i pokochałem go jako Ciało Chrystusa. Bo spotkałem w nim Jezusa – w tej „posoborowej” liturgii, w sakramentach i we wspólnocie, w ludziach świętych i tych, którzy dopiero się takimi staną. To było coś dużo więcej niż emocjonalne przeżycie – to stało się życiem. Dlatego nie ma nic takiego, co mogłoby mnie od Kościoła odstręczyć, bo choćby wszyscy jego członkowie zawiedli i totalnie zgorszyli, to pozostanie w nim Chrystus. A to ze względu na Niego jestem w Kościele. To On zbawia, a nie ja czy ktokolwiek inny. On – a nie ten czy inny ryt. Jeśli Kościół w swoim autorytecie coś zmieni – ja to przyjmę, bo „kto was słucha, Mnie słucha”.

Woda historii płynie i przynosi ciągłe zmiany – ale najważniejsze, że na jej falach unosi się łódź Kościoła, w której jest Zbawiciel.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak Franciszek Kucharczak Dziennikarz działu „Kościół”, teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”.

E-BOOK DLA WSZYSTKICH SUBSKRYBENTÓW

ADWENTOWA SZKOŁA MODLITWY