A gdyby nie Konstantyn, to co?

Impuls dany przez cesarza pozwolił znacznie sprawniej uporządkować doktrynę.

Wtym roku świętowaliśmy 1700-lecie zwołanego przez Konstantyna Wielkiego Soboru Nicejskiego, a w powszechnej świadomości wydany przez tego samego cesarza edykt mediolański uznawany jest za moment zwrotny w historii, który pozwolił chrześcijaństwu dotrzeć do szerokich mas ówczesnego społeczeństwa. Często można się spotkać z tezą, że gdyby nie Konstantyn, chrześcijaństwo znalazłoby się w jednym szeregu z wieloma lokalnymi, niszowymi wręcz religiami i nie mogłoby przetrwać. Czy taki punkt widzenia broni się wobec faktów? Jak potoczyłyby się losy chrześcijaństwa, gdyby to Maksancjusz pokonał Konstantyna w bitwie przy moście Mulwijskim? Czy rzeczywiście chrześcijanie byliby w tej sytuacji skazani na marginalizację?

Przeciwko takiej tezie możemy znaleźć wiele przesłanek. Pierwszą z nich jest fakt, że to nie Konstantyn, a jego poprzednik Galeriusz wydał w 311 r., na krótko przed swoją śmiercią, znacznie mniej znany od mediolańskiego edykt, który oficjalnie kończył wieloletnie prześladowania chrześcijan. Prześladowania, które Galeriusz sam wcześniej zainicjował. Akt ten, choć był pierwszym oficjalnym rzymskim dokumentem przyznającym chrześcijaństwu status legalnej religii, nie wynikał z pobudek duchowych. Był wynikiem chłodnej kalkulacji. Gdy wieloletnie, brutalne prześladowania nie tylko nie wypleniły nowej religii, ale wręcz przysparzały nowych wyznawców, cesarz uznał, że lepiej pozwolić im wierzyć po swojemu, byleby tylko nie zakłócali państwowego porządku. Ta argumentacja pada zresztą wprost w treści edyktu.

Na przełomie III i IV w. chrześcijanie nie byli już nic nieznaczącym marginesem rzymskiego społeczeństwa. W tym czasie, według szacunków historyków, Ewangelię przyjął już co piąty mieszkaniec cesarstwa. Była to imponująca liczba około 10 milionów osób, która od początku III wieku wzrosła czterokrotnie. Konstantyn (który zresztą również sygnował edykt Galeriusza) poszedł więc drogą otwartą przez poprzednika, byłego prześladowcę chrześcijan. Z punktu widzenia strategii zarządzania potężnym imperium była to decyzja racjonalna. Gdyby więc to Maksancjusz, a nie Konstantyn, zwyciężył w bitwie u bram Rzymu i to on na kolejne lata przejął władzę w cesarstwie, niewykluczone, że również – z przekonaniem czy bez – poszedłby drogą tolerancji religijnej.

Gdyby jednak konkurent Konstantyna postanowił się opierać, chrześcijaństwo było już religią wykraczającą poza granice rzymskiego imperium. Prężnie rozwijało się m.in. w Etiopii, w górach Kaukazu czy na Bliskim Wschodzie. I to właśnie w tych regionach świata wiara w Jezusa Chrystusa stała się oficjalną religią państwową, zanim Rzymianie podjęli podobną decyzję. Pierwszeństwo należy się tutaj Królestwu Armenii, które ogłosiło chrześcijaństwo oficjalną religią już w 301 r. Podobną decyzję podjęto w 330 r. w królestwie Aksum, w Etiopii. Na dużą skalę chrzest przyjmowano też między innymi w sąsiadujących z rzymskim imperium plemionach germańskich. Jeśli więc komuś wydaje się, że gdyby nie Konstantyn, chrześcijaństwo nie przetrwałoby do naszych czasów, to… po prostu się myli. Ewangelia rozprzestrzeniała się w tym czasie lawinowo, także bez oparcia struktur państwa, a „masę krytyczną” nadającą chrześcijaństwu wymiar powszechny, przekroczono na wiele lat przed Konstantynem.

Faktem jest jednak, że gdyby nie Konstantyn, chrześcijaństwo rozwijałoby się inaczej. To impuls dany przez cesarza pozwolił znacznie sprawniej uporządkować doktrynę, czego najświetniejszym przykładem było nicejskie wyznanie wiary. Właśnie bowiem instytucjonalna życzliwość okazana chrześcijanom przez zarządzane przez Konstantyna państwo ułatwiła i przyspieszyła rozwiązanie poważnych problemów teologicznych oraz znalezienie odpowiedzi na pytania kluczowe dla zachowania jedności młodego Kościoła. I ta zasługa Konstantyna jest niepodważalna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister Wojciech Teister Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego” oraz kierownik działu „Nauka”. W „Gościu” od 2012 r. Studiował historię i teologię. Interesuje się zagadnieniami z zakresu historii, polityki, nauki, teologii i turystyki. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „Stacji7”, „NaTemat.pl”, portalu „Biegigorskie.pl”. W wolnych chwilach organizator biegów górskich.