Podpalenia kościołów w Chile nie są oznaką ofensywy współczesnej lewicy. To raczej „reakcja pogańska”, znana z europejskiego średniowiecza.
Kilka lat temu opinią publiczną w Polsce wstrząsnęły wieści o podpaleniach kościołów w Chile. Filmiki w internecie sprawiały mrożące krew w żyłach wrażenie, pokazywały grupki tańczącej z radości młodzieży przy płonących świątyniach. Polscy komentatorzy zwykle wskazywali na dwa, ich zdaniem, powody podpaleń: radykalizację światowej lewicy i kryzys w chilijskim Kościele, związany z pedofilią duchownych. Opinie te „grzeszyły” europocentryzmem – komentatorzy oceniali wydarzenia z drugiego końca świata tak, jakby doszło do nich w Europie.
Tymczasem Chile ma bardzo specyficzną historię. Południową część tego kraju, zwaną Araukanią, zamieszkuje lud indiański Mapucze (hiszp. Mapuches). Przez całą swoją historię wykazywał się on wyjątkową odpornością na asymilację z jakimikolwiek kulturami z zewnątrz. Jego język, zwany mapudungun, jest całkowicie odrębny, politeistyczny system wierzeń też nie ma nic wspólnego z religiami innych rdzennych Amerykanów. Mapuczów nie zdołali ujarzmić ani Inkowie, ani Hiszpanie. Ci ostatni próbowali „cywilizować” Mapuczów, zakładając tam misje. Lud ten okazał się jednak wyjątkowo odporny na chrystianizację. Na początku XVII wieku na rzece Biobío ustaliła się granica między hiszpańskim Chile a ziemią Mapuczów.
Po uzyskaniu niepodległości przez Chile nic się nie zmieniło. Na północ od Biobío rozwijała się cywilizacja europejsko-metyska, a na południu istniało praktycznie niezależne państwo Mapuczów. Właściwie nie można tego nazwać państwem, bo Mapucze nigdy nie stworzyli żadnych form ponadplemiennej organizacji. Żyli w niewielkich wspólnotach rodowych pod wodzą kacyków (zwanych loncos), zajmując się prymitywnym rolnictwem, łowiectwem i zbieractwem. Ich organizacja społeczna była mniej więcej taka, jak w Europie w okresie neolitu.
Do II połowy XIX wieku Chile w ogóle się nie interesowało „państwem” Mapuczów. W 1860 roku doszło jednak do komicznego incydentu, który zaniepokoił władze Chile. Francuski awanturnik Orélie-Antoine de Tounens, który od dwóch lat podróżował po Araukanii, ogłosił nagle założenie Królestwa Araukanii i Patagonii. Sam tytułował się królem Orélie-Antoine I. Wymyślił hymn i flagę oraz napisał konstytucję swego „państwa”, którą rozesłał do chilijskich gazet. Kiedy zaczął przygotowania do bicia monety, służby chilijskie aresztowały i uznały go za niepoczytalnego. Na prośbę Francji został odesłany do tego kraju. Tam opublikował pamiętniki i sprzedawał patenty szlacheckie swego „państwa”, do którego później próbował bezskutecznie powrócić.
Cała sprawa wydawała się śmieszna, dopóki w 1864 roku interwencyjne wojska francuskie nie osadziły w Meksyku arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, narzucając go Meksykanom jako cesarza ich kraju. Cesarstwo trwało tylko trzy lata, ale władze Chile zrozumiały, że to pragnący wówczas zbudować swe imperium kolonialne Francuzi mogą stać za wybrykiem „króla Orélie-Antoine'a I” i sondują możliwości inwazji. Dopiero wtedy Chile zdecydowało się na kolonizację Araukanii. Walki z Indianami trwały prawie do końca XIX wieku. Po ich zakończeniu Chile sprowadziło do tego regionu, poza swoimi obywatelami, 36 tysięcy imigrantów z Europy, głównie Niemców, Szwajcarów i Francuzów.
Mapucze przez cały XX wiek nie potrafili zintegrować się z przybyszami. Tworzyli organizacje domagające się ochrony ich praw. Państwo jednak lekceważyło problem. Od początku XXI wieku w Chile dochodzi więc do aktów terroryzmu. Grupy rdzennych buntowników napadają na gospodarstwa białych, podpalają budynki fabryczne i symbole obcej cywilizacji, czyli kościoły. I choć Mapucze posługują się już materialnymi atrybutami współczesnej cywilizacji, to mentalnie ich bunt można chyba porównać z tzw. reakcją pogańską, jaka w Polsce wybuchła w czasach Mieszka II.
Leszek Śliwa
Zastępca sekretarza redakcji „Gościa Niedzielnego”. Prowadzi także stałą rubrykę, w której analizuje malarstwo religijne. Ukończył historię oraz kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim. Przez rok uczył historii w liceum. Przez 10 lat pracował w „Gazecie Wyborczej”, najpierw jako dziennikarz sportowy, a potem jako kierownik działu kultury w oddziale katowickim. W „Gościu” pracuje od 2002 r. Autor pierwszej w Polsce biografii papieża Franciszka i kilku książek poświęconych malarstwu.