Jego życie to gotowy scenariusz filmu o najnowszej historii Polski. Mirosław Chojecki był bowiem wszędzie tam, gdzie ta historia się działa: na strajkach studenckich w 1968 r., na szosie do Radomia w 1976 r., rok później w Krakowie, na „czarnym marszu” po śmierci Staszka Pyjasa, zaś latem 1980 r. w gdańskiej stoczni i w Oslo, gdy Czesław Miłosz odbierał Nagrodę Nobla. Współtworzył podziemny ruch wydawniczy i wolne media po 1989 roku. Choć zawsze interesowało go zmienianie świata, nigdy nie wszedł do polityki. – To był człowiek od roboty, a nie od wrzasku – wspomina Liliana Sonik, współzałożycielka Studenckiego Komitetu Solidarności. „Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach” – pisał poeta w „Traktacie moralnym”. Chojecki był takim kamieniem, który wpłynął na bieg polskiej lawiny. I choć trzy lata temu, już jako schorowany człowiek, został kawalerem Orderu Orła Białego, to jego zasługi dla polskiej wolności nie zostały wciąż właściwie docenione.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








