Na początek migawka z czwartku. Polska reprezentacja wygrała z Nową Zelandią najskromniej, jak się da, czyli 1:0. Mecz toczył się w ślamazarnym tempie. Można też powtórzyć za naszym selekcjonerem, że gra była rwana. Trudno powiedzieć, czy powodem „rwania” była deszczowa pogoda, czy brak w składzie kilku podstawowych ogniw, jak Robert Lewandowski, Matty Cash czy Jakub Kamiński, którzy zbierali siły na mecz z Litwą. „Ale za to niedziela będzie dla nas” – mogli nucić ci, którzy odpoczywali na ławce rezerwowych, jak i kibice zebrani na Śląskim oraz ci przed ekranami. Niebiesko-Czarni śpiewali ten przebój pierwszy raz w 1966 roku, w roku mundialu w Anglii, na którym zabrakło biało-czerwonych. Po tej niedzieli (która rzeczywiście była dla nas) biało-czerwoni są o krok bliżej… na pewno baraży niż awansu na mundial z pierwszego miejsca.
Pierwszego gola bezpośrednio z rzutu rożnego w 15. minucie zdobył Sebastian Szymański. W 64. Robert Lewandowski dołożył drugiego z podania Szymańskiego. Polska pokonała Litwę 2:0 po dobrej grze. Na pewno bardziej płynnej niż w czwartkowym sparingu. Gra kleiła się zwłaszcza, kiedy Polacy prowadzili piłkę po ziemi. W powietrzu nieco lepiej radzili sobie rośli Litwini.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








