Strzygę psa, bo zarósł tak, że w jego sierści można odnaleźć wielu przedstawicieli fauny i flory. Przede mną czworonoga odbiera kobieta, a groomerka rzuca: „Mamusia po ciebie przyszła!”. Gdy pierwszy raz zobaczyłem w Austrii parę, która w dziecięcym wózku wiozła psa, który zamiast, jak natura podpowiada, biegać, leżał się w mięciutkich pieleszach, myślałem, że to happening. Myliłem się. Jednym z haseł „czarnych marszów”, które przetoczyły się przez nasze ulice, była współczesna wersja powiedzenia: „Co ma piernik do wiatraka”, czyli „Nie mam dzieci, mam Netflixa”. Hmm, a nie można tego jakoś połączyć? – zachodziłem w głowę.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








