Nieznajomość prawa szkodzi – ignorantia iuris nocet – tak to ujęli starożytni i do dzisiaj zostało.
Mniej więcej chodzi o to, że jeśli w Polsce jeździsz tramwajem za darmo (na przykład z powodu wieku), to przed wejściem do takiego środka lokomocji w innym kraju lepiej się upewnij, czy i tam przysługuje ci darmowy przejazd. Kontroler biletów niekoniecznie musi uznać twoją niewiedzę za wystarczające usprawiedliwienie, a mandat może zaboleć. Upraszczam, oczywiście, choć dużo ostatnio na ten temat myślałem, zadając sobie pytanie, czy równie szkodliwa jak nieznajomość prawa jest nieznajomość faktów. Tu sprawa się komplikuje, bo może być szkodliwa, ale nie musi. Jeśli jakieś fakty do niczego potrzebne ci nie są, to wiedzy o nich nie szukaj, a zbytnią skłonność do jej zdobywania rozważ podczas rachunku sumienia. Zwłaszcza gdyby chodziło o wiedzę na temat bliźnich i ich intymnego życia. Są jednak takie sytuacje, kiedy nieznajomość faktów również szkodzi, dzieje się tak zazwyczaj wówczas, gdy ponosimy za jakieś sprawy odpowiedzialność. Dużo – z okazji kolejnej rocznicy wybuchu wojny – czytałem ostatnio na temat procesu norymberskiego i, co ciekawe, odpowiedź „ja o tym nie wiedziałem!” (o Holokauście, mordach cywili, koncentracyjnych obozach) padała w tym kontekście historycznym niezwykle często. Zamykając kolejną książkę, powtarzałem sobie to samo pytanie: czy nieznajomość faktów szkodzi? Czy jest tym samym, czym nieznajomość prawdy? Zapewne szkodzić może, zwłaszcza gdy nie ma jej ten, kto w danej dziedzinie nazywa siebie ekspertem.
Wakacje się skończyły, wraz z nimi nasz wakacyjny cykl, który w tym roku zatytułowaliśmy „Drużyna Augustyna”. Byliśmy w Genazzano, Roccaporenie u świętej Rity, u świętego Mikołaja, orędownika dusz czyśćcowych, w Brnie, Pradze, Rzymie, a także w Mediolanie u świętego Ambrożego, gdzie został ochrzczony święty Augustyn. Jak się to stało, że jego grób znajduje się w niedalekiej Pawii? Koniecznie trzeba o tym przeczytać w ostatnim już odcinku cyklu. Tym ważniejszym, że przypadającym w liturgiczne wspomnienie świętego. Augustiańskie dziedzictwo jest moim zdaniem niezwykle istotne dzisiaj i dobrze się dzieje, że za sprawą papieża Leona powraca ono na forum. Kontekst to oczywisty: w czasach, w których ludzie uzurpują sobie prawo do stanowienia, czym prawda jest, zamiast uznać siebie za jej poszukiwaczy i odkrywców, wydarzenia z życia świętego Augustyna i dzieje jego wewnętrznej przemiany dają do myślenia co najmniej tyle samo, co jego późniejsza twórczość, w której prawda i jej odkrywanie stanowiły sedno. W „Dialogu o prawdziwej wierze” napisał: „Cóż zaś jest bardziej godne podziwu, bardziej pełne uroku niż sama prawda? Do niej przecież dąży wyraźnie każdy widz, kiedy z napiętą uwagą pilnuje się, by się nie dać w błąd wprowadzić, a potem chwali się, jeśli podczas oglądania coś zauważy i oceni bystrzej i dokładniej niż inni. Nawet sztukmistrzowi, który przecież jawnie wprowadza w błąd, uważnie się przyglądają i pilnie śledzą jego ruchy, a jeśli się dają wywieść w pole, to dlatego, że nie mogąc podziwiać własnej, podziwiają umiejętność tego, który ich w pole wyprowadzi. Gdyby bowiem i on nie wiedział, z jakich przyczyn widzowie jego ulegają złudzeniu, lub robił wrażenie, że nie wie, to nikt by nie oklaskiwał podobnej niezręczności. A jeśli ktoś w tłumie złapie go na czymś, uważa, że zasłużył na większe uznanie niż on, dlatego oczywiście, że nie dał się zwieść i wyprowadzić w pole”.
Sztukmistrzów naokoło naddatek, niektórym z nich zdaje się, że znają przepisy, innym, że znają fakty. To „zdaje się” jest tu istotne, niczym w Mickiewiczowskim „wszystkim się zdawało, że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało”. Kończąc cykl o świętym Augustynie, zapamiętajmy to echo: w czasach, w których prawdę sprowadza się do osobistych poglądów, warto nie dać się wyprowadzić w pole żadnemu echu rzeczywistości.
ks. Adam Pawlaszczyk
Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, wicedyrektor Instytutu Gość Media. Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r. W latach 1998-2005 pracował w duszpasterstwie parafialnym, po czym podjął posługę w Sądzie Metropolitalnym w Katowicach. W latach 2012-2014 był kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Katowicach. Od 1.02.2014 r. pełnił funkcję oficjała Sądu Metropolitalnego. W 2010 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie i uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego.