Edyta Stein nie była feministką. Na pewno nigdy by siebie tak nie nazwała. Myślę też, że nie możemy przykładać współczesnego znaczenia słów „feministka” i „feminizm” do realiów jej czasów. Jej myśl była postępowa. To nie ulega wątpliwości. Dość odważnie domagała się takiego samego wykształcenia dla dziewczynek i dla chłopców. Nie tylko praktycznego, ale także teoretycznego – filozoficznego, filologicznego.
Była przekonana, że kobieta może prowadzić życie zawodowe i wybrać sobie zawód taki, jaki chce. I że kobieta – pracując zawodowo – ma prawo zdecydować, czy chce założyć rodzinę, czy nie. W tamtych czasach nie było to oczywiste, np. od nauczycielek w Niemczech oczekiwano, by pozostawały niezamężne. Edyta Stein uważała natomiast, że możliwym jest połączenie tych dwóch wymiarów. Ale wiedziała też, że to jest bardzo trudne. Uczulała na różnego rodzaju trudności, które się z tym wiążą, ale tego nie wykluczała.
Z drugiej strony, w niektórych kwestiach myślała dość tradycyjnie. Choć nie widziała przeszkód, by kobieta swobodnie wybierała zawód zgodnie ze swoimi upodobaniami, uważała, że są profesje, które w sposób szczególny odpowiadają kobiecej naturze i pozwalają jej w pełni się zrealizować. Wymieniała tu między innymi zawód nauczycielki czy lekarza.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








