Dziś mówi, że miał piękne życie. Dobra żona, córka, ciekawa praca, kariera naukowa. – Jednak i przeżyło się wiele: konspirację, powstanie, niewolę niemiecką, a ta była najgorsza – wzdycha.
Stare fotografie
W mieszkaniu na Starej Ochocie wciąż przewijają się znajomi, przyjaciele, wolontariusze. Starają się, by panu majorowi niczego nie brakowało. Wciąż pytają, a on – niezmiennie z błyskiem w oku – opowiada o młodzieńczej walce.
– Żona moja zmarła rok temu. Miała 99 lat. A byliśmy razem ponad 60. Pochodziła z Kresów, z Wilna, rodzina porządna, patriotyczna. Poznaliśmy się w 1953, gdy ja już po studiach byłem przyrodniczych. W niecały rok potem byliśmy po ślubie. O, tutaj jestem na zdjęciach z żoną. A tu z córeczką – pokazuje kolejne fotografie.
Na najstarszej Kubuś siedzi w wózeczku. Zupełny maluch. Potem kilka ujęć z czasów dzieciństwa. Dobrego dzieciństwa na warszawskim Żoliborzu. Zdjęcia jakimś cudem przetrwały w żoliborskiej piwnicy powstanie. Odnalazł je zaraz po wojnie.
Wojenna młodość
Urodził 4 grudnia 1924 roku w Warszawie. Ojciec był artystą malarzem, ilustratorem, grafikiem, plakacistą. Mama była nauczycielką, a potem nauczyła się szyć.
Jakub zdążył zrobić dwie klasy Państwowego Gimnazjum Męskiego, gdy wybuchła wojna. Pierwsze dni pamięta doskonale: 3 września ludzie wiwatowali z powodu przystąpienia do wojny Anglii i Francji. Wszyscy wierzyli, że wojna szybko się skończy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








