Nowe kierownictwo Instytutu Męstwa i Solidarności im. Witolda Pileckiego nie daje o sobie zapomnieć. Niemal co tydzień dowiadujemy się o kolejnym skandalu, zarzuconym projekcie, zakończonej współpracy. Złe wieści szybko się rozchodzą – od Nowego Jorku, przez Berlin, Raperswil, po Ukrainę. W Ameryce nie daje znaku życia oddział Instytutu, w Niemczech nie będzie konferencji o grabieży dzieł sztuki w czasie II wojny światowej, w Szwajcarii zamiast muzeum polskiego mamy restaurację, zaś Centrum Dokumentowania Zbrodni Rosyjskich w Ukrainie im. Rafała Lemkina praktycznie zakończyło swą działalność. Mało? To idźmy dalej. Dyrektor Muzeum Auschwitz, Piotr Cywiński, na znak protestu zrezygnował z przewodniczenia Międzynarodowej Nagrodzie im. Witolda Pileckiego, zaś brytyjskiemu dziennikarzowi, autorowi bestsellera „Ochotnik” odmówiono współpracy przy kolejnej książce. Nawet potencjalny sukces – otwarcie Domu Pamięci Obławy Augustowskiej – okazał się kolejnym dowodem na niekompetencję ekipy prof. Krzysztofa Ruchniewicza, który w pierwszym prasowym wywiadzie po objęciu Instytutu stwierdził, że najlepiej byłoby go zlikwidować, ale skoro się nie da, to warto jego zasoby wykorzystać w inny sposób.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








