Stoi w niewielkiej balii z wodą i z zadowoleniem zaciera rączki. Szarawa koszulina do łokci, krótkie włosy, błysk w oczach i szelmowski uśmiech. Sielanka. I podpis: „Prawdopodobnie Marysia – córeczka Ulmów”. Taki obrazek zapamiętałem z wystawy zorganizowanej w Markowej.
Wiktoria zajmowała się domem i dziećmi oraz udzielała się w amatorskim teatrze. Józef był człowiekiem renesansu. Niezwykle gospodarny rolnik i działacz Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej, ogrodnik, założyciel pierwszej szkółki drzew owocowych w wiosce, pszczelarz i hodowca jedwabników, fotograf wykonujący znakomite zdjęcia rodziny i życia codziennego Markowej, konstruktor maszyny introligatorskiej i przydomowej elektrowni wiatrowej. Na jego półce stały książki: „Podręcznik elektrotechniczny”, „Wykorzystanie wiatru w gospodarce”, „Radiotechnika dla wszystkich”, „Atlas geograficzny”, „Słownik wyrazów obcych”, „Podręcznik fotografii”, a nawet pozycje o Aborygenach. Prenumerował też „Wiedzę i Życie”.
Oboje urodzili się w Markowej (Józef w 1900 roku, a Wiktoria z d. Niemczak dwa lata później). Mieszkali pół kilometra od kościoła. Dwie izdebki, w których gnieździło się ośmioro Ulmów, i mały stryszek, gdzie ukrywali za sianem Żydów. Jak w takim mikroświecie pomieścić i wyżywić kilkanaście osób – i nie zwariować w tej klaustrofobicznej przestrzeni?
Gdy w drugiej połowie 1942 roku do chaty Ulmów zapukali Żydzi, rodzina zaryzykowała i mimo zagrożenia życia zdecydowała się przyjąć osiem osób. Zapłaciła za to najwyższą cenę. Rozstrzelano ją 24 marca 1944 roku.
W Biblii, którą znaleziono w ich domu po egzekucji, było zakreślone na czerwono zdanie: „Jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż byście mieli za to zapłatę?”. Wspomnienie liturgiczne bł. Ulmów obchodzone jest 7 lipca, w rocznicę ślubu Wiktorii i Józefa.








