Magdalena Dobrzyniak: Patrzę na Panią, silną kobietę, i myślę o zakonnicy, której słowa będzie Pani śpiewała w Symfonii Miłosierdzia. Widzi Pani w sobie coś ze św. Faustyny?
Joanna Słowińska: Nie widzę w sobie cech mistyczki, choć moje życie wygląda podobnie, bo chodzi w nim o pewien rodzaj oddania siebie – życiu, temu, co się z nim wiąże, czyli rodzinie, zawodowej pasji. Mam w sobie podobną gotowość na oddanie. To dla mnie forma samorealizacji.
Jak Pani doświadcza miłosierdzia w swoim życiu?
Dużo o tym myślałam i z pewnym zaskoczeniem doszłam do wniosku, że to doświadczenie jest dla mnie codzienne i zwyczajne. Miłosierdzie Boże jest oczywiste przez sam fakt, że istnieję. W związku z tym wszystko, co robię, mogłabym nim uzasadnić. To, że jestem, i to, jaka jestem. Fakt, że mogę pracować na to, by móc dążyć do celu, jaki sobie wyznaczam, jest dla mnie doświadczeniem miłosierdzia. Jednym z takich celów jest na przykład to, żeby po prostu być dobrym człowiekiem. To, że mogę nad tym pracować, motywuję miłosierdziem Bożym, bo wiąże się z prawdą o moim istnieniu. Nie umiałabym chyba wyróżnić sytuacji, które ludzie nazywają wyjątkowymi czy mistycznymi. Mój sprzeciw budzi postrzeganie Boga przez pryzmat cudów, nadzwyczajnych wydarzeń. Niektórzy na to bardzo czekają, ale mnie się to wydaje czcze i nieprawdziwe. Cudem jest fakt, że istnieję. To jest akt miłości, która daje siłę i jest powodem do życia. To jest większe niż pojedyncze cuda.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








