„Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie”. Mt 7, 12
Wracają do mnie te słowa. Jesteśmy źli - to punkt wyjścia. A jednak nawet zdając sobie sprawę z naszej kruchej kondycji wciąż chcemy dawać dobre dary swoim dzieciom. Słowem kluczem tego czytania jest zwrot „o ileż bardziej!”.
Przyznam, że nie tęsknię za Niebem, którego wizję przedstawia popkultura. Wieczna nuda. Dyskretne ziewanie. Nieokreślona pustka, bezruch, bielszy odcień bieli. A przecież jeśli nawet tu, na ziemi skażonej grzechem, mogę godzinami podziwiać zapierające dech w piersiach widoki, to „o ileż bardziej” zachwyci mnie to, co przygotowała w Niebie najbardziej kreatywna Osoba wszechświata! Oko nie widziało, ucho nie słyszało.
Weźmy Toskanię, zwaną ogrodem Italii. Za Magdą Umer powtarzam: „Kocham pinie i mi to nie minie”, czy „Wolę być w Sienie niż na scenie”. A skoro Jezus, jak zapowiedział, szykuje nam miejsca w niebie, dlaczego nie miałoby ono wyglądać, jak ukryte wśród gajów oliwnych i winnic San Gimignano gospodarstwo? Dlaczego pokolenie blokersów musi widzieć w nich ciasne M3? Plan minimum nie jest domeną Królestwa, którego refren brzmi „O ileż bardziej”.








