Przez tłum z tyłu kościoła przedziera się mężczyzna w białej kurtce. Wszyscy ustępują drogi, biała laska niewidomego daje mu przepustkę do samego przodu, przed prezbiterium, figurę Niepokalanej, ołtarz i sarkofag z ciałem świętej. Jest środek tygodnia, środa, niby cały świat podąża swoim torem, urzędnicy wchodzą i wychodzą z biur, kelnerzy wycierają stoliki pobliskich kawiarni w siódmej dzielnicy Paryża, sprzedawcy wynoszą pudła z warzywami przed sklepy, paryskie szczury śpią po nocnych eskapadach, a w tym kościele Msza po Mszy, jedna po drugiej, tłumy ogarniane przez wolontariuszy, podniosły śpiew. Rue du Bac świętuje rocznicę. Dnia, a właściwie wieczoru. Wieczoru, w którym Niepokalana objawiła się prostej dziewczynie odbywającej formację u sióstr szarytek. La Médaille Miraculeuse, Cudowny Medalik, od prawie dwustu lat noszą na szyi miliardy ludzi z całego świata. Wówczas jednak, gdy pierwsze osoby zaczynały go nosić, nikt nie wiedział, że to Katarzyna usłyszała o nim od Maryi. Nazywała się Labouré. Catherine Labouré. A właściwie... Zoé. Od świętej patronki dnia jej urodzenia...
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








