Marcin Jakimowicz: Bywają sytuacje, gdy rozkłada Siostra nad jakimś podopiecznym bezradnie ręce: tu nic nie da się zrobić?
S. Rut Rzytki: Zawsze się da! Jasne, czasem człowiek dochodzi do ściany, ale znamy dobrze naszych podopiecznych i wiemy, czego możemy się po nich spodziewać. Nad nikim nie załamujemy rąk. Nawet jeśli są jakieś zawirowania zdrowotne, to robimy, co możemy, a reszta? Nie jest już w naszych rękach.
A kiedy Siostra Dyrektor dowiaduje się z dnia na dzień, że trzeba wymienić dach w waszym budynku? Jest nieprzespana noc?
To sytuacja sprzed dwóch dni. (śmiech) Na początku jest przerażenie – to normalne u kobiety – a potem, gdy ochłonę, mówię: „Skoro mi dałeś te dzieci, to teraz się martw!”. I czekam, co będzie…
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








