Drogę polityczną R. Giertycha oceniam krytycznie. Przemiana z twórcy Młodzieży Wszechpolskiej, lidera LPR, koalicjanta PiS, w którego rządzie był wicepremierem i ministrem edukacji, w jednego z najbardziej zaciekłych krytyków partii Jarosława Kaczyńskiego, a w końcu zwolennika Donalda Tuska i KO, z której list został posłem, to droga z jednej skrajności w drugą, i to przebyta w złym stylu. Trzeba jednak przyznać, że Giertych na każdym etapie politycznych roszad zdecydowanie opowiadał się przeciwko aborcji. Dlatego zapewne nie wziął udziału w głosowaniu nad projektem znoszącym kary dla osób, które dokonały aborcji. A jego głos był ważny, gdyż projekt został odrzucony zaledwie trzema głosami. Tusk ukarał swojego posła zawieszeniem w prawach członka klubu KO, co prawdopodobnie będzie karą symboliczną, bo Giertych jest mu potrzebny do rozliczeń z PiS oraz jako pełnomocnik Tuska i obrońca jego syna w sądach.
Po głosowaniu Roman Giertych opublikował na platformie X analizę projektu, który w Sejmie prezentowała posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska, wytykając jego merytoryczne błędy, a nawet zapisy, które mogłyby doprowadzić do bardzo negatywnych skutków dla życia i zdrowia kobiet. Zwraca uwagę, że „jeszcze nie było projektu, który wprowadzałby taką wolną amerykankę w sprawach aborcji”, bowiem jego konsekwencją byłaby „absolutna dowolność wykonywania aborcji na życzenie do 12. tygodnia”. Co więcej, przepisy są tak sformułowane, iż aborcji mógłby dokonać każdy oprócz lekarza, bowiem autorki nie wykreśliły z ustawy o ochronie życia artykułu określającego, w jakich przypadkach lekarz ma prawo zabić nienarodzone dziecko. Giertych zwraca uwagę na rozwiązanie, które uchyla odpowiedzialność karną za śmierć kobiety na skutek dokonanej przez kogoś aborcji. „Przecież to jest szaleństwo! Zakazywać lekarzom, zezwalać szamanom i zwalniać ich z odpowiedzialności karnej za błąd” – dowodzi. Wskazuje też, że ustawa wprowadza dowolność interpretacyjną, która mogłaby pozwolić ścigać za aborcję jak za zabójstwo, a przecież intencje autorek są odwrotne.
W ostatnim czasie nikt nie zadał mocniejszego ciosu lewicowym aborcjonistkom niż poseł koalicyjnego klubu Roman Giertych. Jego krytyka ma charakter merytoryczny i na pewno zabolała. Jest kolejnym argumentem świadczącym o braku kompetencji Lewicy do sprawowania władzy.








