Aż sześć lat kazał nam czekać Wojciech Wencel na nowy zbiór wierszy. W międzyczasie już w tytule rozmowy z Małgorzatą Judą-Mieloch, opublikowanej na łamach „Toposu”, deklarował niepokojąco: „Napisałem już wszystko, co miałem napisać”. Gdy rozmawialiśmy jakiś czas później, przy okazji wydania przez poetę książki biograficznej o Janie Lechoniu, zapytałem go, co miał wtedy na myśli. Wyjaśnił wówczas: „Tą wypowiedzią sygnalizowałem, że jako poeta mam poczucie spełnienia. Patrzę na swój dorobek i widzę dzieło zamknięte, a nie otwarte. Przez trzydzieści lat zbudowałem pewien kosmos, który rządzi się swoimi prawami. Natomiast nigdy nie twierdziłem, że chcę przestać pełnić swoje powołanie. Nadal wsłuchuję się w głos duszy i staram się sprostać natchnieniu, choć mam poczucie, że mój umysł staje się coraz mniej użyteczny. Stąd kilka nowych wierszy, kilka na warsztacie, jeszcze inne w sferze pomysłów. Jeśli Bóg da mi trochę czasu, zapewne wydam kolejny tom. Na razie nie zastanawiam się nad wymową całości. Sam jestem ciekawy, co z tego wyniknie”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








