Narzeczeni wchodzą i każda para zastaje swój stolik: biały obrus, kwiaty, świeczka. Obok ciasto, herbata, woda. Jest miło. To ważne, bo często myślą: „Kurczę, kolejne spotkanie w ciemnym, zimnym pomieszczeniu” – opowiada ks. Jarosław Ogrodniczak z Wydziału Duszpasterskiego katowickiej kurii, który wraz z Magdaleną Adler opracował przed laty kurs Przed Nami Małżeństwo. – Prowadzący są elegancko ubrani, widać, że czekają na gości, chcą poświęcić im czas. To, jak wychodzi później w ankietach, niezwykle ważne detale. Przychodzący czują się już na starcie powitani, ugoszczeni. Niezależnie od życiowej drogi, jaką przeszli, od tego, czy mieszkają ze sobą, czy mają już dzieci. Piszą później, że to dla nich niesamowicie ważne: sądzili, że spotkają się z reakcją negatywną, oceną, moralizatorstwem, że „na dzień dobry” dostaną po głowie. Dla nich – opowiadają – niezwykle istotne jest to, że zostali przyjęci, zaakceptowani. To osoby, które musiały zdecydować się na jakiś kurs dla narzeczonych. Mogli wybrać prowadzony przez jedną świecką osobę czy przez księdza, a tu spotykają kilka małżeństw, które przeprowadzają ich przez 12 tematów. Wielu o warsztatach Przed Nami Małżeństwo dowiaduje się pocztą pantoflową.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








