Księdza Wojtka wojna na Ukrainie zastała, kiedy był na konwiwencji (rekolekcjach wspólnoty neokatechumenalnej) z innymi księżmi. Dziwne to było uczucie, gdy kolumny samochodów kierowały się w stronę granicy z Polską, a on jechał w głąb Ukrainy, do swojej parafii w Żytomierzu. Bombowce latały nad jego głową. Pisał w esemesach do swoich przyjaciół, do wspólnoty w Polsce, że po ludzku się boi, ale idzie tam, dokąd Bóg go posyła. Spowiadał, grzebał ludzi, rozdawał chleb i spał na ławce w kościele. Albo w konfesjonale.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








