Siedziały mi w głowie te obrazy: zdesperowane matki wyrzucające na zewnątrz swoje niemowlęta z nadzieją, że ktoś je uratuje, mdlejący i umierający ludzie. Usiłujący uciekać, zabijani. Dzieci, którym roztrzaskiwano czaszki. Ileż godzin spędziłem na próbie zrozumienia, co dzieje się w głowie człowieka, który robi coś takiego drugiej osobie, dziecku. Nie potrafię tego zwerbalizować. Ponoć niejeden wagon dojechał na miejsce w totalnej ciszy, bo wszyscy nim przewożeni pomarli. Chaotycznie to opisuję, prawda? Celowo i bardzo nie po dziennikarsku. Raczej po moralizatorsku, z potrzebą puenty: piekło na ziemi to stan, w którym z człowieka robi się przedmiot. Nie wyobrażam sobie prowadzenia spokojnej i ułożonej narracji o wydarzeniach mających swoje – dla mnie to niezaprzeczalne – początki w diabolicznym chaosie Złego.
To jest, drogi Czytelniku, prawdopodobnie jeden z najsmutniejszych numerów „Gościa Niedzielnego”. Okoliczności są bowiem smutne: 8 lutego, w dzień liturgicznego wspomnienia św. Józefiny Bakhity, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Modlitwy i Refleksji na temat Walki z Handlem Ludźmi. Te moje refleksje o potraktowaniu ludzi jak przedmioty, choć się odnoszą do wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat, nie powinny usypiać czujności stwierdzeniem, że to już było i się nie powtórzy, bo diaboliczny chaos i piekło przeżywa dzisiaj jakieś pięćdziesiąt milionów ludzi, których postanowiono po prostu wycenić i sprzedać. Nie gdzieś daleko, nie kiedyś, dawno – tu i teraz, więc udawanie, że nic się nie dzieje, nie jest chrześcijańskie. Doktor Radosław Malinowski, polski prawnik, założyciel HAART, organizacji niosącej pomoc ofiarom handlu ludźmi, powiedział w rozmowie z „Gościem”: „Handlarze to często ludzie ze smartfonami, z komputerami, są bystrzy, gładcy w obyciu, słuchają Mozarta i czytają Goethego. I potrafią świetnie rozmawiać o prawach człowieka. Ale swoich, nie innych. Byłem kiedyś podstawiony przez policję, żeby mogła wjechać do domu publicznego i aresztować jego właścicieli. Widziałem biuro szefa tego domu. Miał w nim… ikonę”.
No cóż, Mozart i Goethe w domu niejednego złoczyńcy brzmieli szlachetnie i wzruszali do łez. Niekoniecznie prowokowali potem do refleksji, że człowieka nie wolno krzywdzić albo ile człowiek jest wart, ile kosztowałby w przeliczeniu na pieniądze. Zaczyna się Wielki Post, głowy posypiemy popiołem, przeżyjemy kolejne tygodnie, nasłuchując brzęku srebrników, które – niegodziwie zarobione przez Judasza – rozsypią się przed jego ostateczną klęską. Trzydzieści srebrników było kwestią umowy, niegodziwej do głębi. Jak niegodziwe jest ustalanie ceny za człowieka.








