Nowy numer 20/2024 Archiwum

W najnowszym "Gościu Niedzielnym" - o opiece nad seniorami

Czy decyzja o umieszczeniu schorowanego rodzica w placówce opiekuńczej jest naruszeniem czwartego przykazania?

W najnowszym "Gościu Niedzielnym" 3/2024
Gość Niedzielny

Bywa, że schorowany starszy człowiek wymaga opieki, której rodzina nie jest w stanie mu zapewnić. Czy decyzja o umieszczeniu go w placówce opiekuńczej oznacza naruszenie IV przykazania, wyjaśnia Agnieszka Huf. "Placówki opiekuńcze nie mają dobrego PR. Częściowo nie bez winy – w mediach zdarzało się oglądać dramatyczne obrazy wychudzonych, zaniedbanych staruszków, wobec których personel stosował przemoc psychiczną, a nawet fizyczną. I choć te sytuacje to skrajny margines, wzbudzają duży lęk, szczególnie wówczas, kiedy chory nie może już opowiedzieć o tym, jak jest traktowany. Do tego dochodzi przekonanie wielu rodzin, że muszą być samowystarczalne. Doktor Paweł Grabowski z podlaskiego Hospicjum św. Eliasza wspomina, że jeszcze parę lat temu zdarzało się, że przyjeżdżająca do pacjenta ekipa domowego hospicjum słyszała od bliskich prośbę o zaparkowanie oznakowanego samochodu w pewnej odległości od domu. ‘Bo sąsiedzi powiedzą, że się nie umiem ojcem zająć!’ – mawiali. Powoli to się zmienia, ale nadal wiele osób ma silnie wpojone przekonanie, że miarą ich człowieczeństwa jest to, czy zapewnią rodzicom dobrą opiekę na starość” – pisze autorka.

Ponadto w numerze:

  • O tym, czym różni się prawo łaski od procedury ułaskawienia, nieprzestrzeganiu prawa przez sędziów oraz bezpieczeństwie prezydenta w związku z wejściem do jego siedziby policji w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim mówi minister w Kancelarii Prezydenta RP Andrzej Dera. „Wyjściem z sytuacji jest po prostu przestrzeganie prawa i Konstytucji. Do tego wzywa pan prezydent. O tym mówił, gdy zaprzysięgał rząd Donalda Tuska. Przecież jego ministrowie przysięgali, że będą przestrzegać Konstytucji i praw. Nikt nie broni premierowi Tuskowi zmieniać rzeczywistości, tylko musi robić to w oparciu o obowiązujące przepisy prawa. Jeśli chce zmieniać media publiczne, to niech przeprowadza to ustawami, a nie łamiąc prawo. Obecnie władza Donalda Tuska wprowadza totalny chaos i niepewność, stąd tak dużo ludzi przyszło pod Sejm protestować przeciwko temu, bo widzą, co dzieje się z Polską. Pan prezydent wyraźnie powiedział, że nie będzie blokował dla samego blokowania ustaw obecnej większości i jest gotowy na nowe rozwiązania, ale nie zgodzi się na to, żeby działać wbrew Konstytucji i wbrew prawu” – mówi min. Dera.
  • Czy wszyscy mają zostać katolikami? Czego możemy się uczyć od prawosławnych, a czego od protestantów? Na te i inne pytania w rozmowie z Franciszkiem Kucharczakiem odpowiada bp Jacek Jezierski, ordynariusz elbląski, przewodniczący Rady ds. Ekumenizmu KEP. „Ja tak nie myślę. Cieszę się, że jestem w Kościele rzymskokatolickim, uważam go za mój własny Kościół, ale nie patrzę z poczuciem wyższości na chrześcijan innych wyznań. Nie uznaję skali ‘lepsze–gorsze wyznanie chrześcijańskie’. Poruszamy się na płaszczyźnie człowiek–człowiek, wierzący–wierzący. Najważniejsze jest, mimo wszystkich pęknięć wyznaniowych, doktrynalnych, liturgicznych, obyczajowych, to, co wspólne. Podstawą jest chrzest, który łączy nas z Chrystusem i daje odniesienie do ludu Bożego” – mówi bp Jezierski.
  • O tym, czy dokument Fiducia supplicans jest niebezpieczną furtką zmieniającą nauczanie Kościoła w rozmowie z Marcinem Jakimowiczem mówi ks. Wojciech Węgrzyniak. „Zawsze musi być rozeznanie. Ten sam Jezus, który mówił do faryzeuszów: „Plemię żmijowe”, doskonale wiedział, że są ludzie, do których trzeba przyjść, przytulić i porozmawiać oraz tacy, których można wprost ochrzanić. A my powinniśmy być jak On: rozeznający. Czasem delikatni, czasem bardzo stanowczy. Są tacy, którzy nawrócą się, bo usłyszą ostre napomnienie i tacy, których trzeba przytulić, wziąć na ramiona…” – mówi ks. Węgrzyniak.
  • Zatrzymanie i osadzenie w więzieniu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, sprzeczne wyroki dwóch izb Sądu Najwyższego w ich sprawie, pokazują jak na skutek wieloletniej erozji systemu prawnego znaleźliśmy się w stanie chaosu i anarchii – pisze Andrzej Grajewski. „Prawo i Sprawiedliwość trafnie zdiagnozowało problemy polskiego wymiaru sprawiedliwości, m.in. kastowość, wynikającą z tego, że sędziowie sami się oceniali,  decydowali o własnych awansach oraz o naborze nowych kadr do tego zawodu. Z inicjatywy min. Zbigniewa Ziobry reformy zaczęto od zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS), jako organie decydującym o składzie korpusu sędziowskiego.  Jak w wielu innych sprawach, decydując się na reformę sądownictwa PiS poszło jednak na skróty, lekceważąc głosy krytyki i wszczynając spór nie tylko z przeciwnikami politycznymi, ale także znaczną częścią środowiska sędziowskiego. Nie wzięto także pod uwagę, że zmiany będą weryfikowane przez trybunały unijne. W 2018 roku skrócona została kadencja części członków KRS, a Sejm zamiast 4 osób wybrał do niej aż 15 członków. Tymczasem art. 187 Konstytucji jasno stanowi, że KRS składa się z 25 osób w następującym składzie: pierwszy prezes Sądu Najwyższego, minister sprawiedliwości, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, osoba powołana przez prezydenta RP, piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych oraz czterech członków wybranych przez Sejm spośród posłów oraz dwóch członków wybranych przez Senat spośród senatorów” – wyjaśnia autor.
  • Choć wydawać by się mogło, że rewolucja ministra Sienkiewicza już się dokonała, sytuacja w dużej części mediów publicznych ciągle jawi się jako wielka niewiadoma. Nawet dla samych pracowników – pisze Szymon Babuchowski i zastanawia się, czy zmiany dotkną także tych kanałów czy audycji, które dotąd funkcjonowały bez zarzutu, dobrze wypełniając swoją misję? „Ciągle niepewna jest sytuacja kanałów tematycznych TVP. Choć na razie większość z nich funkcjonuje według dawnej ramówki, to np. pracę reporterów tworzących od lat materiały dla TVP Kultura w ramach programu „Informacje kulturalne” zawieszono. Audycja po prostu zniknęła z anteny i nie wiadomo, czy wróci. Sytuacja jest tym dziwniejsza, że mamy do czynienia z programem, który nie wchodził w bieżące spory polityczne, ale po prostu informował o wydarzeniach kulturalnych. „Nikt nic nie wie” – to zdanie, które najczęściej można usłyszeć od osób nadal zatrudnionych w TVP. Pod nazwiskiem wypowiadać się nie chcą. Zwłaszcza że Komisja Zakładowa Solidarności otrzymała już ok. 100 zapytań odnośnie tego, czy dani pracownicy TVP są jej członkami. A takie zapytania wiążą się często z późniejszym zakończeniem współpracy” – zauważa autor. 
« 1 »

Zapisane na później

Pobieranie listy