Franciszkanin przyznaje, że priorytetem dla niego jest utrzymanie kontaktu z wspólnotą katolicką w Gazie.
Wspólnota katolicka jest w bardzo trudnym położeniu, jak i cała Strefa Gazy
„Robię wszystko, co mogę, aby porozmawiać z siostrą Nabilą czy ojcem Yusufem. Są tam z innymi ludźmi i wszyscy oni są w bardzo trudnym położeniu. Łącznie w kościele jest 700 osób, śpią tam, jedzą... Możecie sobie wyobrazić 700 ludzi w jednej świątyni. Cała Strefa Gazy, gdzie żyje ponad 2 mln ludzi, jest oblężona - bez jedzenia, elektryczności, wody, lekarstw… z ponad 20 tys. rannych, którzy naprawdę potrzebują opieki, nie mają możliwości leczenia i bycia uratowanym. Żyją w straszliwej sytuacji. Ale kto to słyszy, kto widzi? Trzeba wyjść [na ulice] i prosić rządzących, aby wstrzymano ogień i zatrzymano to piekło. Mieszkańcy Strefy Gazy naprawdę żyją w piekle. Ale także my wszyscy w Ziemi Świętej również doświadczamy bardzo trudnego czasu, który jest prawdziwym piekłem dla wszystkich.“










