Polacy, chłopi, wielodzietna rodzina, po nieudanej inwestycji ubodzy, gorliwi katolicy, żyjący w zwykłej wsi, jakich wiele na Podkarpaciu. Ulmowie… To wiara była podstawą gotowości przyjęcia przez nich, a także przez innych mieszkańców Markowej, którzy pomagali Żydom, męczeństwa. Ubóstwo nie przeszkadzało im w tworzeniu życia społecznego i kulturalnego ich miejscowości i korzystaniu z osiągnięć nauki. W zamieszkanej przez chłopów wsi prężnie rozwijały się ośrodki życia spółdzielczego i wiele inicjatyw charytatywnych, szczególnie dot. ofiar wojny, w które Wiktoria i Józef Ulmowie aktywnie się angażowali.
80 lat później. Ta sama wieś i wiele innych na Podkarpaciu, potomkowie chłopów mieszkających tu w czasie okupacji, ten sam kościół św. Doroty w Markowej, który przetrwał wojnę i ta sama niezwykła, bezinteresowna pomoc ludziom, których życie jest zagrożone rosyjską agresją, choć bez groźby kary śmierci. Dlaczego wówczas i teraz mają taką postawę? Gdyż w każdym z nas jest cząstka Ulmów, dobro, troska, po prostu miłość, która jest gotowa pomóc potrzebującym, nawet kosztem osobistej ofiary. Czasem jest to podzielenie się jedzeniem czy ubraniem, a czasem, gdy wymagają tego okoliczności, życiem. Bóg, wynosząc tę rodzinę na ołtarze, mówi nam, abyśmy w miłości byli jak Ulmowie.
***
"Męczennicy z Markowej" to dodatek specjalny do "Gościa Niedzielnego" dostępny bezpłatnie z wydaniem papierowym "Gościa Niedzielnego" nr 36/2023.
Znalazły się w nim następujące teksty:
- Pasja
Gdy po egzekucji w ich domu znaleziono Biblię, okazało się, że zakreślili w niej na czerwono dwa fragmenty – tytuł: „Przykazanie miłości. Miłosierny Samarytanin” i zdanie: „Albowiem jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż byście mieli za to zapłatę?”. To mówi więcej o życiu Ulmów niż tysiące opracowań. - Z nienawiści do miłości
O tym, jak doszło do procesu, i o jego przebiegu mówi ks. dr Witold Burda, postulator w procesie beatyfikacyjnym rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów oraz ich siedmiorga dzieci. - Człowieczeństwo najwyższej próby
Podkarpacka wieś Markowa zasłynęła ofiarą życia Ulmów. Do dziś jednak mieszkają tam rodziny, których przodkowie 80 lat temu – mimo grożącej im kary śmierci – wzięli pod swój dach Żydów. Łącznie uratowano aż 21 osób. - Ryzykowali wszystko dla Żyda
O tym, jak Polacy ratowali Żydów, opowiada Eugeniusz Szylar. - Każdy może uczyć się od Ulmów
Podobieństwo katolickiego męczeństwa i żydowskiego kidusz ha-szem tłumaczy rabin Michael Schudrich. - „Meister” i towarzysze
Eilert Dieken nie był członkiem NSDAP, nie należał do żadnych organizacji uznanych przez Międzynarodowy Trybunał w Norymberdze za zbrodnicze. Podobnie jak jego podkomendni, mordercy rodziny Ulmów i ukrywających się u nich Żydów, był funkcjonariuszem niemieckiego państwa. Los sprawił, że przez ponad cztery lata był panem życia i śmierci na podległym mu terytorium.








