Nowy numer 43/2020 Archiwum

Wielka debata

W Kancelarii Prezydenta odbyła się niedawno debata na temat półtora punktu procentowego składki emerytalnej.

Zaproszeni eksperci kłócili się o to, czy składka do OFE powinna nadal wynosić 7,3 proc. wynagrodzenia pracownika, czy może przejściowo powinna zostać ograniczona do 2,3 proc., a następnie ponownie zostać podwyższona „tylko” do 3,5 proc. czy co najmniej do 5 proc. U prezydenta media były tylko na początku spotkania. Do telewizji kłótnia przeniosła się w pierwszy dzień wiosny, czyli Dzień Wagarowicza, kiedy odbyła się debata prof. Balcerowicza z ministrem Rostowskim. Obaj panowie musieli chodzić na wagary, gdy na uczelniach były wykłady o ekonomii klasycznej, dlatego debatowali absolutnie „obok” tematu.

Minister Rostowski i jego zwolennicy uważają, że OFE co do zasady są świetne, ale potrzeby budżetu nakazują ograniczyć wysokość przekazywanej do nich składki, bo tak się złożyło w jego buchalterii finansowej, że jak kwoty, które są zabierane podatnikowi pod przymusem przez ZUS, zostaną zaksięgowane w większej ilości na koncie ZUS, a w mniejszej ilości zostaną przeksięgowane do OFE (skąd notabene w większości z powrotem trafiały do ZUS za pośrednictwem rządu sprzedającego OFE obligacje skarbowe), to się poprawi od tego sytuacja gospodarcza kraju. Profesor Balcerowicz i jego zwolennicy uważają, że OFE są tak świetne, że potrzeby budżetu można opędzić w jakiś inny sposób, byleby nie ruszyć OFE.

Otóż od zmian w buchalterii ministra Rostowskiego nasza sytuacja gospodarcza się nie zmieni: będziemy płacić, tyle samo, ile płacimy, w płonnej nadziei, że emerytury dzięki OFE będą wyższe niż gdyby OFE nie było. A czy będą wyższe? Tego nie wiadomo, ale szansa na to jest znikoma. W bardzo dobrym 2006 r., gdy zaczynał się boom gospodarczy, średnia wartość jednostek rozrachunkowych OFE wzrosła o 17 proc., ale WIG wzrósł wówczas o 42 proc.!!! Jeżeli „ubezpieczony” mógł na GPW zarobić 42 proc., a zarobił za pośrednictwem OFE 17 proc., to znaczy, że on te 17 proc. zarobił, czy że może 25 proc. stracił? Najbardziej dramatyczny był dla OFE rok 2008. Stopa zwrotu OFE była wówczas ujemna!!! OFE straciły w 2008 r. prawie tyle samo, ile ZUS im przekazał przez cały rok – ponad 20 mld zł.

Czy naprawdę ktoś rozsądny może dziś wyrazić nadzieję, że taki krach, jaki miał miejsce na rynkach finansowych w 2008 r., nie powtórzy się w przyszłości? Co niezwykle interesujące, w pierwszym półroczu kryzysowego roku 2008 OFE ulokowały 38,5 mld zł w akcjach notowanych na GPW. Nastąpił więc spadek wartości tego portfela o 25,7 proc. w skali roku. Wzrósł natomiast w portfelu OFE udział akcji spółek sektora finansowego i usługowego z 51,7 proc. do 55,3 proc., a obniżył się akcji spółek przemysłowych z 48,3 proc. proc. do 44,7 proc. Oznacza to, że OFE więcej lokują na rynku akcji w okresie hossy, która nie zależy w niczym od ich polityki inwestycyjnej, tylko od ogólnej sytuacji w gospodarce światowej, a w okresie bessy nabywają obligacje skarbowe – na wykup których w przyszłości rząd będzie musiał ściągnąć wyższe podatki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama