GN 43/2020 Archiwum

Kaddafi musi odejść?

Libia. Zachód zdecydował się usunąć libijskiego dyktatora. Operacja „Świt Odysei” sprawia jednak wrażenie zupełnie nieprzemyślanej akcji.

Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję nr 1973, zezwalającą na użycie wszelkich środków w celu zapewnienia ochrony ludności cywilnej w Libii. Od głosu wstrzymały się m.in. Rosja i Chiny, które jako członkowie stali RB mają prawo weta i mogliby zablokować rezolucję. Do wojny najbardziej parły Francja i Wielka Brytania, ale to USA przejęły dowództwo nad siłami koalicji złożonej także z Włoch i Kanady.
W toczonej równolegle wojnie informacyjnej trudno do końca obiektywnie określić, na ile słuszne jest działanie Zachodu. To, że Kaddafi jest tyranem i – co pokazał zwłaszcza ostatnio – mordercą własnych obywateli, nie ulega wątpliwości. Tyle że o jego walorach moralnych wiadomo mniej więcej od czterech dekad.

Nie przeszkadzało to zachodnim przywódcom przyjmować na salonach libijskiego pułkownika i sponsora terrorystów, a nawet ostentacyjnie demonstrować swoją przyjaźń z dyktatorem (chlubnym wyjątkiem jest tu Ronald Reagan, który nie miał wątpliwości, jak należy postępować z tego rodzaju kacykiem). Faktem jest też to, że w ciągu ostatnich dni walczący po stronie Kaddafiego odbijali kolejne miasta zajęte przez rebeliantów. I nie ma cienia wątpliwości, w jaki sposób potraktowałby wszystkich, którzy w najbliższym czasie musieliby złożyć broń. Jest jednak pytanie, na które Zachód chyba sobie nie odpowiedział, podejmując decyzję o ataku: kto miałby rządzić Libią po Kaddafim? Na horyzoncie są dwaj byli ministrowie w rządzie dyktatora: jeden był odpowiedzialny za resort sprawiedliwości, drugi za sprawy wewnętrzne. Czyli tzw. resorty siłowe w państwie rządzonym przez dyktatora, odpowiedzialne za dławienie wszelkiego oporu i wszystkiego, co mogłoby choćby przypominać demokratyczne aspiracje. Jaką gwarancję ma Zachód, że nowy przywódca będzie bar-dziej „zachodni”?

Po drugie, kogo właściwie bronią zachodni alianci? Teoretycznie cywilów. Tyle że w chwili oddawania tego numeru GN do druku dochodziły niepotwierdzone informacje o kilkudziesięciu zabitych osobach. Po trzecie: jak Zachód definiuje cywilów w sytuacji, gdy trwa tam wojna domowa, w której również cywile walczą po stronie Kaddafiego? I tu dotykamy czwartego problemu: mimo wszystko duża część tamtego społeczeństwa wciąż popiera dyktatora. Czy to jednak oznacza, że Zachód ma przyglądać się biernie nierównej walce, w której zwolennicy pułkownika mają wsparcie całej machiny wojennej? Zawsze jest problem z odpowiedzią na tego typu pytania. Bo jak wyglądałaby dziś sytuacja na przykład w byłej Jugosławii, gdyby USA nie zdecydowały się na bombardowanie Belgradu za czasów Miloševicia?

Zapewne dalej dokonywałby czystek etnicznych wśród kosowskich Albańczyków. Zresztą z wzajemnością. Ale tu także trzeba postawić pytanie, ile istnień ludzkich można było uratować, gdyby Zachód interweniował w Rwandzie, gdzie działy się rzeczy naprawdę straszne w porównaniu z tym, co dzieje się w Libii. Mo-że Zachód leczy tą nową wojną swoje wyrzuty sumienia? Chyba nie do końca: w tym samym czasie, gdy atakuje Trypolis, sunnickie władze Bahrajnu wezwały na pomoc przeciwko szyickiej większości wojsko sunnickiej Arabii Saudyjskiej. Dlaczego rezolucja RB ONZ nie upoważnia do interwencji w tym kraju? Tylko dlatego, że stacjonuje tam V flota marynarki wojennej USA? I dlatego, że Arabia Saudyjska jest przeciwwagą dla agresywnego Iranu? „Wojna niczego nie rozwiązuje. Trzeba zaprzestać starć i jak najszybciej podjąć mediacje, by w sposób pokojowy rozwiązać kryzys” – powiedział wikariusz apostolski Trypolisu bp Giovanni Martinelli. Tak stanowcza reakcja pojawiła się w trzecim dniu działań koalicji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Zachód będzie miał spore problemy, by przekonać, że ta interwencja posiada wszystkie cechy „wojny sprawiedliwej”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama