Nowy numer 43/2020 Archiwum

Gdy lód nie ma prawa stopnieć

Jeszcze przez wiele dni tragedia Japończyków nie będzie schodzić z czołówek w mediach (piszemy o niej na str. 4–6 i 50–53). Niech nas to nie męczy.

Niech nas to nie męczy. Z jednej strony trzeba iść dalej, z drugiej jednak – Japonia długo jeszcze będzie potrzebowała pomocy, także wtedy, gdy kamery telewizyjne skierują swoje obiektywy na inne wydarzenia. Przy okazji tej katastrofy kilka agencji światowych podało, że epicentrum trzęsienia ziemi znajdowało się niedaleko miejsca objawień Matki Bożej w Akita. To w Akita głośno było o płaczącej figurze Maryi. Kościół, po wnikliwych badaniach, uznał te objawienia za autentyczne. Miały być kontynuacją Fatimy i mówiły o grożących światu klęskach żywiołowych. Nie wiem, czy to wypada – wiązać epicentrum z miejscem objawień. Może i nie wypada, bo a nuż ludzie zaczną sobie dopowiadać to czy tamto. Ja w każdym razie nie czuję się kompetentny, żeby interpretować to napięcie, które niewątpliwie powstaje przy zestawieniu tragedii z orędziem Maryjnym.

Co nie znaczy, że ten zbieg okoliczności musi być całkowicie obojętny. Ważniejsze jest jednak co innego: trzęsienie ziemi w Japonii to kolejna, trudna lekcja pokory. Dla każdego z nas. Najlepiej przygotowane na kataklizm społeczeństwo (a takim na pewno są Japończycy) nie ma szans w nierównej walce z żywiołem. Najdokładniejsze obliczenia sejsmografów, najtrwalsze zabezpieczenia budynków nie dają gwarancji na najmocniejszą broń natury: zaskoczenie. Przypomina się doskonały obraz Krzysztofa Kieślowskiego „Dekalog 1”. W filmie profesor matematyki prowadzi skomplikowane obliczenia, mające określić prawdopodobieństwo stopnienia lodu.

Syn chce pojeździć na łyżwach na zamarzniętym jeziorze. Ojciec pokazuje z dumą wyniki obliczeń: lód w takich warunkach po prostu nie ma prawa stopnieć. Po kilku godzinach widzi przerażonych sąsiadów biegnących w stronę jeziora – chcą sprawdzić, czy to nie ich dziecko utonęło… To naturalne, że przy takich katastrofach powraca pytanie: dlaczego Bóg do tego dopuścił? Przy okazji innej tragedii ks. Grzegorz Strzelczyk mówił na naszych łamach, że jeśli chcemy znać odpowiedź na wszystko, to lepiej poszukać sobie innej religii niż chrześcijaństwo. – Jako chrześcijanie pozwalamy Bogu być Bogiem. Czyli godzimy się z tym, że Bóg jest większy, a moje życie i świat pozostają do pewnego stopnia tajemnicą. Chrześcijaństwo polega także na uznaniu, że nie panujemy do końca nad wszystkim. Ja ufam i chcę uparcie wierzyć – mówi ks. Strzelczyk – że Bóg jest w stanie wszystko wyprostować w sercu i głowie. Nawet jeśli czegoś nie rozumiemy w tym momencie, być może zrozumienie przyjdzie później.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się