Nowy numer 39/2023 Archiwum

Filmy na temat stosunków polsko-żydowskich podczas okupacji. Powstawały już w okresie PRL-u

Za stworzenie zbrodniczego systemu, w którym funkcjonowało polskie społeczeństwo w czasie okupacji, odpowiadali Niemcy.

Kiedy w październiku 1992 roku w późnych godzinach wieczornych Telewizja Polska pokazała film Andrzeja Brzozowskiego „Przy torze kolejowym”, nie wzbudził on większego zainteresowania. A przecież był jednym z „półkowników” o najdłuższym stażu. Cenzura blokowała jego rozpowszechnianie przez cały czas PRL-u. Władze kinematografii uzasadniały swoją decyzję faktem, że Polacy w filmie zostali przedstawieni negatywnie, co mogło dać atut w propagandowej kampanii prowadzonej przez określone ośrodki za granicą. Dzisiaj wokół problemu stosunków polsko-żydowskich i oskarżeń o współudział w mordowaniu Żydów w czasie II wojny światowej, podsycanych przez autorów niektórych publikacji, toczą się ożywione dyskusje i spory. Temat ten w różnych okresach po II wojnie światowej podejmowało w zależności od sytuacji politycznej również polskie kino. Perspektywa, z jakiej filmowcy podchodzili do tych relacji, była zróżnicowana. Kilka tytułów zyskało w opinii widzów i części krytyki status filmów antypolskich z powodu wyjątkowo jednostronnego przedstawienia stosunku Polaków do Żydów. Czy dzisiaj premiera filmu Brzozowskiego również wzbudziłaby podobne odczucia?

Miejscami wstrząsający film żydowski

Obraz „Przy torze kolejowym” nie był pierwszym filmem poświęconym relacjom polsko-żydowskim w naszej kinematografii w latach PRL-u. Był jednak filmem, który niejako wyprzedził swój czas, wpisując się w dyskusję na ten temat, która przybrała na sile w ostatnich latach, szczególnie po sprawie Jedwabnego. Najpierw była „Ulica graniczna” Aleksandra Forda z 1949 roku, w której problem żydowski był głównym tematem. Pierwszoplanowymi bohaterami były polskie i żydowskie dzieci. Film przedstawia ich relacje w przededniu i w czasie okupacji, aż do powstania w getcie warszawskim. Ford musiał kilkakrotnie przerabiać scenariusz, a premierę filmu przesuwano z uwagi na sytuację polityczną w kraju. Władze obawiały się też reakcji społeczeństwa, bo wątek żydowski był coraz mocniej eksponowany, a polska konspiracja została pokazana, jak to określiła historyk filmu Alina Madej, „operetkowo”. Maria Dąbrowska, która przed premierą obejrzała film dwukrotnie, za pierwszym razem w swoich „Dziennikach” zanotowała, że „cała strona polska jest rażąco wypaczona, gdyż robiona jest z niechęcią, zaledwie powściąganą… ten film, zwłaszcza jako przedsięwzięcie państwowe, jest skandalem, stanowi zamaskowaną propagandę antypolską”. Po drugim pokazie, kiedy film został prawdopodobnie przemontowany, złagodziła swoje stanowisko. „Teraz jest to b. dobry, miejscami wstrząsający film żydowski. Nie polski, ale nie obrażający już żadnych uczuć polskiego narodu…”. Po premierze film Forda krytykowany był zresztą z różnych stron, zarzucano mu m.in., że nie eksponował działań lewicowego ruchu oporu i wkroczył „…na ślepe tory jakiegoś uniwersalnego humanizmu, pochwały martyrologii i cierpienia”. Wydaje się, że na czas, w jakim powstał, jego ostateczna wersja była wyważona. Jednak owocem zgiełku wokół niego był fakt, że przez kolejne 10 lat temat żydowski nie pojawił się na ekranach.

W filmie nie ma Niemców

Krótki, bo trwający niespełna 13 minut film Brzozowskiego został nakręcony w 1963 roku na podstawie opowiadania Zofii Nałkowskiej „Przy torze kolejowym”, zamieszczonego w wydanych w 1946 roku „Medalionach”. Nałkowska uczestniczyła w pracach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich i swoje opowiadania, których było w sumie osiem, oparła na zeznaniach świadków składanych przed komisją. O ile w swoich powieściach dużą wagę przywiązywała do analizy psychiki i emocji bohaterów, w „Medalionach” poszła inną drogą. Oddaje głos świadkom, a właściwie wydarzeniom, które w opisie nabierają niesłychanego autentyzmu, a sama rezygnuje z komentarza. Jest zresztą niepotrzebny, bo to, co mówią świadkowie, jest wystarczająco wymowne. Brzozowski w miarę wiernie przeniósł opowiadanie Nałkowskiej na ekran, chociaż zmienił i dodał kilka szczegółów. W filmie akcja rozgrywa się zimą 1943 roku, a nie wiosną, jak u Nałkowskiej, co bardziej podkreśla beznadziejność położenia rannej Żydówki, która wyskoczyła z pociągu wiozącego więźniów. Reżyser prowadzi narrację z punktu widzenia ofiary, do której dobiegają fragmenty rozmów mieszkańców wioski. Nikt, z wyjątkiem młodego mężczyzny, który podaje jej papierosa, a w opowiadaniu przynosi na jej prośbę wódkę, nie próbuje jej pomóc. Jego propozycja, by coś zrobić, nie znajduje akceptacji. W filmie nie ma Niemców, władzę reprezentują tu granatowi policjanci.

Abstrahując od strony artystycznej, nasuwa się refleksja, że dla widzów, szczególnie zagranicznych, nieznających kontekstu historycznego, w jakim rozgrywała się ta tragedia, wymowa filmu będzie jednoznaczna. Polacy przyglądali się tylko cierpieniom ofiar Holocaustu, a nawet sami je mordowali. Dlaczego pozostawali bierni? Tego z filmu się nie dowiemy. Opowiadania Nałkowskiej wyszły bezpośrednio po wojnie, kiedy pamięć okupacyjnych przeżyć była świeża. Po latach ten kontekst staje się coraz mniej znany, a poza tym film ma o wiele większą siłę rażenia niż literatura. Szczególnie obecnie. I choć obawy stojące za zakazem rozpowszechniania były nawet uzasadnione, nie oznacza to, że należy filmy cenzurować i zsyłać na półki.

Wszyscy się bali

Innym długoletnim „półkownikiem” był film Janusza Nasfetera, znanego najbardziej z tytułów podejmujących tematy dziecięce i młodzieżowe. Zrealizowana w 1967 roku „Długa noc” czekała na premierę 22 lata. Film rozgrywa się w miasteczku na Lubelszczyźnie w 1943 roku, gdzie ślusarz Korsak przechowuje Żyda bez wiedzy pozostałych lokatorów domu. Kiedy rozchodzi się pogłoska, że Niemcy będą przeszukiwać domy, wszyscy muszą podjąć decyzję, jak się zachować. Lokatorów paraliżuje strach, a z powodu blokady dróg nie mogą uciec. Czy ocalić życie, wydając Żyda? Przecież za jakąkolwiek udzieloną mu pomoc grozi śmierć. Jeśli Niemcy znajdą go w ich domu, zabiją wszystkich. Postawy mieszkańców, motywowane w różny sposób, są niejednoznaczne. Film nie doczekał premiery, bo w 1968 roku rozpoczęła się antysyjonistyczna, a właściwie antysemicka kampania.

Z pewnością na uwagę zasługuje nakręcony w roku 1991 „Jeszcze tylko ten las” Jana Łomnickiego. Bohaterką jest Kulgawcowa, kobieta, która za opłatą podejmuje się wywiezienia z getta córki swoich dawnych pracodawców, dobrze sytuowanych przed wojną Żydów. Dziewczynka, której uroda wyraźnie zdradza pochodzenie, ma trafić do rodziny Kulgawcowej na wsi. Wydaje się, że z pozoru obcesowa i prostacka kobieta, która nie lubi Żydów, robi to wyłącznie za pieniądze, ale w chwilach decydujących o życiu i śmierci pozostaje z dzieckiem aż do tragicznego finału. W kameralnym dramacie Łomnicki pokazuje różnorodne postawy Polaków wobec Żydów w czasie okupacji. Mamy tu szmalcownika, mężczyznę, który się z nim rozprawia, ale także ludzi, którzy zachowują pozycję obserwatora, bo się boją i chcą mieć po prostu spokój.

Wymienione wyżej filmy to oczywiście tylko część produkcji poruszających temat relacji polsko-żydowskich w czasie okupacji, zrealizowanych, z wyjątkiem ostatniego, w PRL-u. Wybrałem je, bo dotykają właściwie wszystkich wątków, które w ostatnich latach podejmuje polskie kino w tym temacie w sposób radykalnie uproszczony, zmierzający w stronę publicystyki. Często ich twórcy jakby zapominają, że za stworzenie zbrodniczego systemu, w którym funkcjonowało polskie społeczeństwo, odpowiadali Niemcy.

Nie ulega wątpliwości, że byli Polacy, którzy mieli na sumieniu przestępstwa popełniane na Żydach, ale przerzucanie odpowiedzialności za zbrodnie na całe społeczeństwo jest nadużyciem. Przestępstwa trzeba rozliczyć, bo jak czytamy w liście pasterskim polskich biskupów z 1990 roku: „Choćby tylko jeden chrześcijanin mógł pomóc, a nie podał pomocnej ręki Żydowi w czasie zagrożenia lub przyczynił się do jego śmierci, każe to nam prosić nasze Siostry i Braci Żydów o przebaczenie”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Quantcast