Dzieciństwo go nie rozpieszczało. Zamiast radości zabaw, beztroskiego śmiechu pamiętał z tego czasu pijaństwo i burdy, ojca, który bił matkę, i starą kamienicę, zrujnowaną, brzydką, z toaletą na podwórku. Gdy miał jakieś 4 lata, wraz z dwójką rodzeństwa odebrano go rodzicom. W rodzinie zastępczej było dobrze, choć może nie tak, jak byłoby w prawdziwym domu. W tamtych czasach zafascynowała go piłka nożna. Marzeniem stała się gra w zespole sportowym. Z piłką mógł spędzać każdą chwilę. – Noga, kosz, ale też bieganie czy – gdy była zima – ping-pong. Miałem przecież być piłkarzem, a gdyby nie wyszło, to koszykarzem albo strażakiem. Tak czy owak musiałem być sprawny.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








