Nowy numer 24/2019 Archiwum

Polska nie jest solidarna

O programie „Solidarne państwo”, o rozłamie w opozycji i o przyszłości PiS z Tadeuszem Cymańskim, europosłem PiS, rozmawia Bogumił Łoziński.

Tadeusz Cymański, jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości, posłem do Parlamentu Europejskiego, był działaczem NSZZ „Solidarność”, od roku 1997 do 2007 posłem z ramienia AWS, a potem PiS.

Bogumił Łoziński: Był Pan namawiany, aby przejść do inicjatywy Polska Jest Najważniejsza?
Tadeusz Cymański: – Otwarcie nie, padały jedynie nieśmiałe sugestie, że drzwi do nowego ugrupowania są dla mnie otwarte.

I jak Pan zareagował?
– Nie noszę się z zamiarem opuszczenia PiS, ponieważ wciąż jestem przekonany, że ta partia jest jedyną siłą zdolną zrealizować program „Solidarne państwo” z 2005 r., autorstwa prezydenta
Lecha Kaczyńskiego. Dążenie do wypełnienia tego programu to cel mojej aktywności politycznej.

Jakie są założenia „Solidarnego państwa”?
– Prezydent Kaczyński postawił diagnozę, że Polska od 1989 r. dokonała olbrzymiego skoku cywilizacyjnego, staliśmy się bardziej zamożni, ale jednocześnie gwałtownie pogłębiły się różnice w poziomie życia. Ubiegając się o prezydenturę, Lech Kaczyński obiecał, że uczyni wszystko, aby grupy społeczne, które nie są beneficjentami przemian, które żyją w ubóstwie, jak wielu emerytów czy rodziny wielodzietne, w większym stopniu partycypowały w owocach wzrostu gospodarczego. Chodziło mu o to, aby państwo podejmowało działania łagodzące dysproporcje w dochodach.

Dlaczego PiS, rządząc przez dwa lata, nie zrealizował tych celów?
– Ponieważ w kwestiach ekonomicznych przeważało stanowisko wicepremier Zyty Gilowskiej, która w ogóle tego programu nie chciała realizować, bo ma poglądy liberalne. W efekcie w okresie rządów PiS doszło do działań wymierzonych przeciwko „Solidarnemu państwu”.

Na czym to polegało?
– PiS obniżył podatki, przez co w kieszeniach podatników zostało około ośmiu miliardów złotych. Ale te środki nie zostały rozdzielone sprawiedliwie. Najbardziej na tym obniżeniu skorzystali ludzie bogaci i średniozamożni, którzy, stanowiąc mniej niż sześć procent z ponad 21 milionów podatników, dostali dzięki tej obniżce połowę zaoszczędzonej kwoty. Druga połowa została w kieszeniach 20 milionów Polaków najmniej zarabiających, których zarobki nie przekraczały pierwszego progu podatkowego. W efekcie doszło do zwiększenia dysproporcji majątkowych, bo bogaci otrzymali kilkanaście razy więcej niż najmniej zarabiający. Także rezygnacja z podatku od spadków służy najbogatszym. Takie działania tylko pogłębiły różnice społeczne. W konsekwencji dwóch lat naszych rządów państwo stało się mniej solidarne.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji