Nowy numer 29/2019 Archiwum

Nie stawiajcie krzyżyka na Rosjanach

Z Siergiejem Adamowiczem Kowaliowem o wolności w łagrze, Armii Czerwonej i niepodawaniu ręki rozmawia Barbara Gruszka-Zych

Niedawno właśnie za działania na rzecz wolności myśli stowarzyszenie „Memoriał”, w którym Pan działa, otrzymało nagrodę im. Andrieja Sacharowa. Gratuluję.
– To nagroda dla wszystkich, którzy je w 1989 stworzyli – Jurija Samodurowa, Arsienija Rogińskiego, Lwa Ponomariowa, Wiaczesława Igrunowa i oczywiście Andrieja Sacharowa. W odróżnieniu od naszych profesorów piszących o historii, „Memoriał” nigdy nie kłamie. Nie tylko profesjonalnie zajmujemy się dokumentacją stalinowskiego terroru i działaniami na rzecz obrony praw człowieka, ale też monitorujemy miejsca, gdzie się je łamie. Sam podczas misji „Memoriału” w Czeczenii byłem zakładnikiem Basajewa podczas jego akcji terrorystycznej. Udało nam się wtedy uratować ponad 1000 zakładników.

Kiedy w Rosji pojawiły się pierwsze sygnały, że jakiekolwiek reformy są możliwe?
– Już Chruszczow miał pewne plany reform, potem wrócił do nich premier Kosygin. W tych wczesnych propozycjach nie było mowy o transformacji politycznej, ale wyłącznie o zmianach ekonomicznych. Jednak nikt nie wierzył w ich powodzenie. W końcu marca 1985 r., kiedy Gorbaczow objął władzę, elity intelektualne z niedowierzaniem przyjęły jego plany. W tym czasie przebywałem na zesłaniu administracyjnym w Kalininie, dzisiejszym Twerze. Znalazłem się tam po łagrze w obwodzie permskim, a potem na Kołymie. Pracowałem jako stróż nocny. Nie mogłem wrócić do Moskwy, gdzie mieszkała moja rodzina. W tym czasie mój syn siedział w obozie tam gdzie ja, a jego żona w Mordowii.

Zamknięto całą Pana rodzinę?
– Nie, moja żona i córki nie siedziały (śmiech). W Twerze przyjaźniłem się z Wiaczesławem Bachminem, którego, tak samo jak mnie, pilnowało KGB. Też wrócił z obozu i przyjechał tu do swoich krewnych. Choć nie pił, podstawili mu jakiegoś pijaczka, a podczas libacji nagle przyjechała milicja, zabrała Bachmina i oskarżyła go, że ukradł tamtemu pijakowi… czapkę. Skazali go za to na trzy lata i osadzili w więzieniu, gdzie miał czekać na wysyłkę do obozu karnego. Przypomniałem to życie w Twerze, żeby pokazać, że nie było przesłanek, że coś się zmieni. A jednak coś zaczęło się dziać. Pojawiły się trzy jaskółki zwiastujące przemiany. Po pierwsze wspomniany przeze mnie Bachmin już miał jechać do obozu, ale jego sprawa ponownie wróciła na wokandę i dawny wyrok zamieniono na 12 miesięcy robót publicznych w Twerze, z koniecznością odprowadzania na rzecz państwa 20 proc. zarobków. Po drugie w kinach pojawiła się „Pokuta” Tengiza Abuładze. Po trzecie w grudniu 1986 r. usłyszałem w zagranicznej rozgłośni, że Gorbaczow zadzwonił do Sacharowa. Andriej przebywał wtedy w areszcie domowym w miejscowości Gorki. Po raz pierwszy od lat dali mu telefon i po rozmowie z Gorbaczowem zadzwonił właśnie do mnie. Z początkiem 1987 r. zaczęli wypuszczać więźniów politycznych. W tych okolicznościach łatwiej było założyć „Memoriał”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL