Nowy numer 43/2020 Archiwum

Trzeba być wyrazistym

Z abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim, o polskiej racji stanu na Pomorzu Zachodnim rozmawia Andrzej Grajewski

Andrzej Grajewski: Ksiądz Arcybiskup ukształtowany został w realiach Polski wschodniej, zupełnie odmiennych od tych istniejących na Pomorzu Zachodnim. Jakie są tego konsekwencje dla pracy duszpasterskiej Księdza Arcybiskupa?
Abp Andrzej Dzięga: – To jest rzeczywiście z jednej strony ogromne przeciwstawienie, ale z drugiej z zaskoczeniem wciąż stwierdzam, że czuję się tutaj jak u siebie w domu. Na to składają się różne rzeczy. Ogromna część mieszkańców Pomorza Zachodniego przybyła tutaj z Kresów Wschodnich, z południa Polski i z Litwy. Dlatego, proszę mi wierzyć, nie czuję żadnego zaskoczenia w kontaktach z ludźmi. Jednocześnie nie ma wątpliwości, że jest to zupełnie inny teren. Powiem o jednej osobliwości. W innych regionach Polski chyba nikomu do głowy nie przyjdzie, że tutaj jeszcze trwa odbudowa kościołów ze zniszczeń wojennych.

Jaka jest skala tego problemu?
– Wprawdzie są to już tylko pojedyncze dzieła, ale często jest to zadanie nadal bardzo skomplikowane. Trwa na przykład ciągle odbudowa ogromnego kościoła w Chojnie, porównywalnego swymi rozmiarami z kościołem katedralnym. Część świątyń zrekonstruowano całkiem niedawno, a niektóre, zwłaszcza kościoły filialne, nadal czekają na odbudowę. Wszystko to jednak wymaga wielkiego nakładu pracy, a także niemałych środków. To jest także wyznacznik specyfiki tego terenu.

A inne różnice?
– Jest także jeszcze jeden obszar, który zaskakuje mnie ciągle i który dopiero poznaję. Na innych terenach Polski parafia jest tradycyjnym centrum duchowości i życia sakramentalnego. Nawet gdy się dzieliła, to pewne doświadczenia były przenoszone na nową wspólnotę. Tutaj ludzie przyjeżdżali i zaczynali mieszkać w jakiejś miejscowości, w której odbudowywali kościół albo on po prostu był. Zaczynali z niego korzystać i on stawał się ich kościołem. Było ich jednak za mało, aby tworzyć parafię. Oni w tych kościołach filialnych czują się zupełnie autonomiczni i mówienie im o parafii, jako pewnej jedności, jest działaniem trochę sztucznym. Nie ma więc naturalnego ducha wspólnotowości. To sprawia, że tutaj dyskusje o sposobach duszpasterstwa, zwłaszcza w odniesieniu do kościołów filialnych, muszą być prowadzone zupełnie inaczej niż w Polsce centralnej, gdzie jest kościół parafialny i dwie, trzy kaplice filialne.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się