Nowy numer 12/2019 Archiwum

Jest inny świat

O chłopczyku z loczkami, który przychodzi we śnie, i prostytutkach śpiewających nabożne pieśni z Antoniną Krzysztoń rozmawia Marcin Jakimowicz

Dostrzegasz w nich dotknięcie Pana Boga?
– Widzę, że wszystko jest w Nim zanurzone. Czy ja stworzyłam ten głos? Wrażliwość?
Zdolność pisania i łapania melodii? Myślę, że Pan Bóg zaprasza nas do ogrodu. Od ciebie zależy, jaki zrobisz bukiet, ale przecież to On daje wzrost kwiatom! Banalne rzeczy tu opowiadam…

Nie! Ktoś, kto tak mówi i nie przypisuje sobie chwały, musi być nieźle „przemielony” przez życie. Gdy śpiewałaś w latach siedemdziesiątych piosenki Karela Kryla, też miałaś poczucie, że wszystko jest od Boga?
– Śpiewałam od zawsze. Gdy byłam mała, śpiew był sposobem wyrażania tego, co się ze mną dzieje. Jako mały brzdąc śpiewałam długie godziny, wymyślałam melodie. Moim mistrzem był Czesław Niemen. Bardzo go kochałam i nadal kocham. On śpiewał jedynie to, co nosił w sercu. Był prawdziwy do bólu. Pierwszymi piosenkami, które słyszałam, były piosenki Cyganów. Widziałam przejeżdżające rozśpiewane tabory. Ich muzyka mnie porwała. Byłam fatalną uczennicą, miałam problemy w szkole. Czułam się samotna, zamknięta w sobie. Jedynym wyjściem z tego kręgu był śpiew. Śpiewałam, a ludzie chcieli mnie słuchać. Szłam do szkoły z workiem na kapcie i śpiewałam w bramie, bo był w niej fajny pogłos. Gdy miałam problemy ze wzorami fizycznymi, to wymyślałam do nich melodie…

To znałaś fizykę śpiewająco.
– Tak (śmiech). Śpiewałam zawsze i wszędzie. Nawet gdy później w czasach opozycyjnych zamykali nas na 48 godzin. Pamiętam, jak kiedyś wsadzili mnie do celi z prostytutkami. Myśleli, że one mnie jakoś zdeprawują, zniszczą. Na drugi dzień ubecy zaglądają do celi, a tam my wszystkie śpiewamy na klęczkach różne nabożne pieśni (śmiech). Zatkało ich.

Te kobiety nie patrzyły na Ciebie jak na idiotkę?
– Nie. Początkowo chciały mnie zgorszyć, ale mnie nie zgorszyły. Miałam dwadzieścia kilka lat, wyglądałam na piętnaście. Może i miałam wygląd dziecka, ale nim już nie byłam. Sporo już przeżyłam. Te kobiety zobaczyły, że niczego nie udaję, nie kombinuję. Dlatego ze mną zaśpiewały. Innym razem ubecy wywieźli mnie i przyjaciół ze Studenckiego Koła Solidarności na komisariat. Zaczęłam tam śpiewać. Milicjanci wymiękli. Zobaczyli kompletnie niekonwencjonalne zachowanie. Myśleli, że jesteśmy śmiertelnymi wrogami, a zobaczyli miłe rozśpiewane towarzystwo. Nie wiedzieli, jak zareagować. Zeszliśmy pod celę, a ja powiedziałam, że chcę umyć się w przyzwoitych warunkach. Ubecy zgłupieli, ale puścili mnie. Umyłam się szybko, bo w łazience było potwornie zimno. Pamiętam, że gdy wparowałam do celi w nocnej koszuli, dziewczyny parsknęły śmiechem. Szybko się ubrałam, bo w celi było mnóstwo pluskiew. Miałam w sobie jakąś bezczelność, odwagę.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji