Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jestem rodzinnym menedżerem

O tym, kiedy w domu pełnym dzieci jest cisza i co robi ojciec siedmiorga dzieci „po godzinach”, z Januszem Wardakiem rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Pracę dzielisz między...
Janusz Wardak: – Pracę zawodową w firmie komputerowej, działalność społeczną – jestem jednym z liderów Akademii Familijnej w Polsce, a przede wszystkim żonę i dzieci.

Uściślijmy: siedmioro dzieci. Jak to w ogóle możliwe? Gdy zadzwoniłam, znalazłeś czas na rozmowę, zaprosiłeś mnie do domu, w którym panuje cisza.
– (śmiech) Cisza jest, bo Ania (żona) wyjechała z dziećmi do dziadków. Gdy dzieci są w domu, z ciszą bywa różnie. A wracając do pytania, można łączyć pracę zawodową z pełnym życiem rodzinnym i społecznym. Jest to możliwe pod dwoma warunkami. Po pierwsze trzeba mieć odpowiednią hierarchię celów, czyli wybieramy to, co naprawdę ważne i zwyczajnie nie marnujemy czasu. A po drugie nie można myśleć za dużo o sobie. Rzeczy, które chcielibyśmy robić tylko dla siebie, trzeba ograniczyć. Często słyszy się: „nie mam na nic czasu”. To nieporozumienie. Myślę, że na rzeczy, na których naprawdę nam zależy, każdy z nas potrafi znaleźć czas.

Kiedy znajdujesz czas dla dzieci?
– Dziećmi zajmuję się przede wszystkim rano. Gdy żona jest na Mszy św., a potem na zakupach, ja przygotowuję dzieci do szkoły i przedszkola. To jest „czas z tatą”. Nie tylko szykujemy się do wyjścia, jemy wspólne śniadanie, ale przede wszystkim rozmawiamy. To moja podpowiedź dla zabieganych ojców: rano zawsze jest trochę czasu. I nie róbmy z tego poranka tylko „przedsięwzięcia gastronomiczno-logistycznego”. My rozmawiamy, bawimy się. To też czas, aby przypomnieć dzieciakom obowiązujące zasady.

Zasady... Czy dzięki nim Wasze dzieci są tak samodzielne, ułożone, odważne, grzeczne?
– To normalne dzieci: wrzeszczą, kłócą się, wciąż walczymy o porządek w pokojach. Ale ustaliliśmy zasady, które ułatwiają wspólne życie, pomagają dzieciom wyrosnąć na mądrych, dobrych ludzi. Taki przykład: moje bycie z dziećmi rano jest możliwe tylko wtedy, gdy każdy w rodzinie ma i zna swoją rolę. Nie robię więc za dzieci tego, co mogą zrobić same. A mogą naprawdę dużo. Nawet dwuletni Staś: ponieważ zazwyczaj bardzo wcześnie wstaje, chętnie pomaga przynosić naczynia do śniadania. Dzieci mogą zazwyczaj wykonywać więcej prac domowych, niż się rodzice spodziewają – potrzebny jest tylko przykład rodziców i zachęta. Jestem rodzinnym menedżerem, dyspozytorem, a wykonawcą tylko wtedy, gdy to niezbędne. Gdybym miał sam każde z dzieci umyć, ubrać, pościelić łóżka, nie dałbym rady. Pomagają też starsze dzieci. Zachęcamy je, żeby nie tylko były samodzielne, ale i opiekowały się młodszym rodzeństwem. Umówiliśmy się nawet konkretnie, że każde ze starszych dzieci ma swojego młodszego podopiecznego.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama