Nowy numer 3/2021 Archiwum

Szkoła to nie wojsko

O przyjaznych szkołach katolickich, wymagającej miłości i niezastąpionych rodzicach z kardynałem Zenonem Grocholewskim rozmawia Szymon Babuchowski

To chyba świadczy o dużym prestiżu tych szkół.
– Tak. Nie spotykamy się z żadną wrogością, wręcz przeciwnie. W jednej z tajlandzkich publikacji rządowych znalazłem zaledwie pół strony na temat Kościoła katolickiego, ale w tej notce była mowa o tym, że Kościół ma najlepsze szkoły i najlepsze szpitale. Na Tajwanie – podobnie – prezydent dziękował mi za szkoły katolickie. A byłem tam zaproszony przez rząd, w którym nie ma ani jednego katolika! W Rumunii katolików jest 7 proc., prawosławnych 85 proc., ale my mamy więcej szkół niż prawosławni.
Oczywiście są też kraje, w których szkoła katolicka nie może mówić o Chrystusie. W krajach północnej Afryki te szkoły są poważane, cenione, ale „nawracać” nie wolno, bo religia muzułmańska na to nie pozwala. Ktoś może zapytać, czy wtedy ma sens szkoła katolicka. My uważamy, że ma sens. W końcu uczniowie wiedzą, że jest to szkoła prowadzona przez katolików, nawiązują się sympatie, przyjaźnie, rodzi się okazja do dyskusji w życzliwej atmosferze. Nigdy nie słyszałem, żeby którykolwiek z ambasadorów krytykował szkołę katolicką, natomiast bardzo często słyszę duże pochwały. To nie znaczy, że jesteśmy w euforii, bo widzimy też problemy. W Belgii, gdzie szkoły katolickie są opłacane przez państwo, uczęszcza do nich ok. 60 proc. dzieci. Można by więc tam spodziewać się jakiegoś wielkiego rozkwitu wiary, a tego nie ma. Są to zapewne dobre szkoły, ale… mało katolickie.

W jakich częściach świata szkoły katolickie najlepiej się rozwijają, a gdzie napotykają największe problemy?
– Świetnie rozwijają się w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji. W Ameryce Północnej było ich bardzo dużo, ale, niestety, teraz wiele szkół jest zamykanych ze względów finansowych. Okazuje się, że w Stanach Zjednoczonych nie ma pełnej wolności. Nauczyciele muszą być opłacani przez rodziców, przez co ich pensje są niższe i szkoły upadają. Ale powstają też nowe.

Bardzo nas cieszy rozwój szkół katolickich w krajach postkomunistycznych: w Polsce, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii. Z kolei na terenach misyjnych szkoły stają się napędem rozwoju. Tu też jednak napotykamy problemy: swego czasu w jednym z afrykańskich krajów szkoły katolickie nam „skonfiskowano”. Przejęło je państwo, ale po kilku latach zwróciło się z powrotem do Kościoła z prośbą o ich prowadzenie.

W Europie we wszystkich krajach szkoły są w jakimś stopniu opłacane przez państwo, z wyjątkiem Włoch i Grecji. To duże utrudnienie dla szkół w tych dwóch państwach. W wyniku tego pojawiają się oskarżenia, że są to placówki tylko dla bogatych, ale przecież z czegoś te koszty trzeba pokryć. Oczywiście szkoły katolickie przyjmują też biednych, jednak liczba miejsc dla nich czy możliwości przyznania stypendiów są ograniczone.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama