Nowy numer 49/2018 Archiwum

Chodziłem po cienkim lodzie

O spotkaniach z SB, interwencjach i rozliczeniach z PRL z biskupem tarnowskim Wiktorem Skworcem rozmawia Andrzej Grajewski

Andrzej Grajewski: Ksiądz Biskup pod koniec lat 70. był kapelanem katowickiego ordynariusza Herberta Bednorza, a w latach 80. kanclerzem kurii diecezjalnej w Katowicach. Czy Ksiądz Biskup miał wówczas także kontakt z SB?
Bp Wiktor Skworc: – Bp Bednorz, który w latach 50. był więźniem politycznym i całe życie był przez bezpiekę szykanowany i inwigilowany, jednocześnie miał świadomość, że jest ona ważnym elementem komunistycznej władzy. Zwłaszcza w dziedzinie kształtowania polityki wyznaniowej SB miała wiele do powiedzenia. Dlatego akceptował różne formy kontaktów z ówczesną władzą, także z przedstawicielami SB. Oczywiście akceptował wyłącznie ten rodzaj spotkań, które odbywały się za jego aprobatą. W takim charakterze także ja uczestniczyłem w tych spotkaniach.

Czy były one sformalizowane?
– W różnym stopniu. Do rozmów z SB dochodziło m.in. w czasie starań o paszport dla biskupa, co także należało do moich obowiązków. Przy takiej okazji rozmawialiśmy nie tylko o sprawach paszportowych, ale szerzej, na temat bieżących problemów w relacjach Kościół–państwo.

A oficer bezpieki pomagał załatwić paszport szybciej?
– Czasem tak obiecywał. Ale nie chciałbym, aby powstało wrażenie, że dzięki tym kontaktom mieliśmy jakiś status specjalny. Podobnie jak inni obywatele, wiele godzin musiałem wystawać w biurze paszportowym, czekając na przyjęcie wniosku, odbiór. Nieraz musiałem przychodzić kilka razy, gdyż domagano się dodatkowych uzupełnień. A przy okazji odbywały się rozmowy na różne tematy. Oficer SB starał się wydusić jakąś informację od swego rozmówcy.

Co na przykład?
– Interesowało ich, gdzie biskup wyjeżdża, z kim się będzie spotykał itp. Pytali nieraz o sprawy, które i tak były wypisane we wniosku paszportowym.

Czy były także spotkania nadzwyczajne, inicjonowane przez SB, a może także przez stronę kościelną?
– Były także takie sytuacje w gorących dniach roku 80., a zwłaszcza w stanie wojennym. Zazwyczaj miały one charakter interwencji natury humanitarnej. W tamtym czasie kuria diecezjalna w Katowicach była zasypywana lawiną próśb o interwencję w sprawie ludzi aresztowanych, internowanych. W Biskupim Komitecie Pomocy Więźniom i Internowanym mieliśmy zarejestrowanych aż 3 tysiące osób. Łatwo to można przełożyć na liczbę interwencji. Były także interwencje w sprawach łączenia rozdzielonych rodzin, które normalnie załatwia się korespondencyjnie, ale w przypadkach nagłych nie unikaliśmy także rozmów, by nie powiedzieć pertraktacji. Tak było np. po masowych zatrzymaniach w stanie wojennym młodych ludzi z ruchu oazowego, którzy przyszli na spotkanie do katedry. Trzeba było interweniować, aby ich wypuszczono. Wielokrotnie interweniowałem także w sprawie ludzi, którzy chodzili pod krzyż przy kop. „Wujek” i byli szykanowani za złożenie kwiatów czy modlitwę. Wyżej opisane działania były zgodne z ogólną linią Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski, który robił wiele, aby nieść pomoc ofiarom stanu wojennego.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji