Nowy numer 3/2021 Archiwum

Kochamy nasze postacie

Z Mumio, czyli Jadwigą Basińską, Dariuszem Basińskim, Jackiem Borusińskim*, o ludziach, szczęściu i reklamie, rozmawia ks. Artur Stopka

Ale Wasi bohaterowie są tacy średni...
Jadwiga: – Oni są zwyczajni, ale nie średni! Średni to jest ktoś bezbarwny, a nasze postacie mają bardzo jasno określone charaktery. Są zwyczajni, zwykli, prości, ale ze swoimi dziwactwami. Nasze postaci są dobre, a my je w pełni akceptujemy. Po prostu je kochamy.

Jacek: – Gdy zrobiliśmy pierwszy spektakl, media orzekły: „Świetne, ale to się nie sprzeda”. Nie miały racji. Okazało się, że w ludziach istnieją potrzeby, o które nikt ich nie podejrzewał, i wrażliwość otwarta na nowe propozycje, dalekie od wszechobecnej medialnej papki, do której przywykli.
Przekonaliśmy się o tym przy ostatnich trzech reklamach. Sądzono, że skoro ich humor jest prostszy, bardziej czytelny, to na pewno zyskają uznanie publiczności. A tymczasem widzowie doskonale wyczuli te tendencje i ocenili je nieco gorzej niż poprzednie produkcje, co, choć zabrzmi to przewrotnie, jednak nas ucieszyło.

Jaką rolę odgrywa w Waszym życiu ks. Stefan Czermiński?
Dariusz: – Bardzo ważną. Przeżyłem kryzys wiary, przez siedem chyba lat nie chodziłem do kościoła – kiedy skończył się komunistyczny reżim, Kościół bardzo akcentował swoją siłę, mało w tym było pokory i subtelności, rozwagi, tak podobno charakterystycznej dla Kościoła katolickiego. To i moje wygórowane wymagania spowodowały, że odszedłem. Nie umiałem jednak tak żyć. Brakowało mi nie tyle wiary w Boga – ateistą się nie stałem – co realizacji tej wiary – Eucharystii, wspólnoty. Przez przyjaciela trafiłem do ks. Czermińskiego. Długa rozmowa, spowiedź – no i wróciłem. Kościół nie jest idealny, bo to Kościół na ziemi, ludzki. Przeszkadza mi do tej pory, że duchowy, mistyczny wymiar wiary często jest w homiliach mało czytelny. Teraz jednak staram się nie wymagać od kapłanów więcej niż od ludzi.

Jacek: – Ja przez dziesięć lat byłem ministrantem. Myślałem nawet przez pewien czas, że będę księdzem (choć mnie to przerażało). Te dziesięć lat ministrantury mnie zeświecczyło, za bardzo zwróciło moją uwagę na materialny wymiar Kościoła. No i też zacząłem się buntować. Ale zabrakło mi charakteru, żeby się czynnie buntować, pozostać w Kościele i rozmawiać. Do czasu spotkania z ks. Stefanem...

Jadwiga: – Jako dziecko chodziłam niemal codziennie do kościoła. Długo myślałam, że będę zakonnicą i było mi z tą myślą dobrze. Potem życie inaczej się potoczyło, ale nie miałam „odejścia” od Kościoła. Generalnie zarzucam sobie, że nie jestem ani gorąca, ani zimna, tylko jestem letnia. Z powodu tej letniości spotkałam się z ks. Czermińskim.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama