GN 48/2020 Archiwum

Miłość nie mija

- Chcę się wyspowiadać - Teresa Ferenc po długiej przerwie podeszła do wychodzącego z konfesjonału księdza. - Tak bez przygotowania? - zdziwił się. - Całe moje życie było przygotowaniem.

– Myśmy się przyjaźnili z Anną Kamieńską (poetką, przyjaciółką ks. Twardowskiego) – opowiada. – Wspólnie chodziliśmy po lasku, tu, niedaleko domu w Sopocie-Brodwinie. I kiedyś ona zapytała, co z moją wiarą. „Jestem wierząca, tylko że wstępuję do kościoła, kiedy nikogo nie ma” – tłumaczyłam. A ona na to: „Tego nikt za ciebie nie zrobi, musisz to przepracować w sobie” – wspomina. Po tej rozmowie poszła prosto do kościoła. Tamtą spowiedź i wszystkie kolejne nazywa rozmowami. Siedziała naprzeciwko księdza i opowiadała o życiu. – Człowiek zostaje obdarowany wiarą – uważa. Tak też jest z poezją. „Poezja jak wzrok Boga/ pada na człowieka” – napisała. Zwykle młodzi mają czas odejścia od Boga, który ich oczyszcza. Potem wraca się bardziej gotowym.

Wiersze do herbaty
Zbyszka poznała na studenckiej zabawie w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Katowicach. Przetańczyli całą noc, a właściwie przegadali, co jakiś czas depcząc sobie po nogach. Ona miała nakaz pracy po Państwowym Liceum Pedagogicznym, on studiował polonistykę. Był starszy o trzy lata. Na początku Zbyszek wstydził się uczuć, nawet kwiaty, które jej przynosił chował w rękawie. Dziś widać, jaką czułością otacza żonę, kiedy podaje jej herbatę albo fotografuje po raz tysięczny pierwszy. Na każdym ze zdjęć – wbrew upływowi czasu – Terenia wydaje się piękniejsza. Tak też jest z ich miłością, która się nie starzeje. – To nieprawda, że miłość mija. Mając 77 lat, mogę powiedzieć, że staje się inna, pogłębiona przyjaźnią – mówi. – W młodości jest trudniej – każdy walczy o swoje. Teraz, kiedy mam pretensje, jestem w stanie się zatrzymać, przyznać rację Zbyszkowi, nie zadawać mu bólu. To czas największej życiowej harmonii. Zawsze byliśmy bardzo różni – Zbyszek mógł się obrazić nawet na trzy miesiące, ja ani na trzy godziny. Zawsze pierwsza podawałam mu rękę. To dar, dostałam tę umiejętność z góry. Tylu małżonków się rozstaje i inwestuje energię w nowe związki, a przecież w jednym małżeństwie jest tyle pracy, stale trzeba pielęgnować uczucia. I tylko to się opłaca – podkreśla.

Codziennie po lekturze Biblii do herbaty Terenia i Zbyszek czytają cudze i swoje nowe wiersze, a potem o nich rozmawiają. Teraz właśnie poetka ma chwilę przerwy na czytanie innych. Czeka na jesień. – To pora zbierania jabłek – mówi. Wznosimy winem toast za spotkanie, stukając się kryształowymi kielichami. Terenia ma w swoim kilka kropli, my ze Zbyszkiem trochę więcej. – Pijesz z kieliszka Anny Kamieńskiej, przyjeżdżała i przy tym stole czytała nam nowe wiersze – wtajemniczają mnie w historię otaczających przedmiotów. Kiedy wychodzę, Terenia się cieszy, że serce nie przeszkodziło jej w tak długiej rozmowie.
– Nie boicie się śmierci? – pytam nie całkiem stosownie. – Skądże! – uśmiechają wyrozumiale, a Zbyszek otacza ramieniem Terenię. – Stoimy już na krawędzi, stąd wszystko widać lepiej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama